Turcja samochodem – dzień siódmy – w mieście Wirujących Derwiszów

Konya, w szerokie aleje miasta wjedziemy już późnym wieczorem. Jest to ważne centrum ruchu religijnego wiec przewidująco piszę wcześniej do różnych hoteli z pytaniem o nocleg. Odpowiada jeden, zadowolony szukam go wśród zapalających sie powoli ulicznych lamp. To co zobaczę nie tak daleko od zabytkowego przecież centrum trochę jeży włosy na plecach. Małe, ciasne, zaniedbane uliczki i dzieciaki udające że strzelają z palców, chyba ktoś rzucał nawet kamykami… Hotel jest, ale w remoncie i nie ma parkingu. Tu auta na ulicy nie zostawię… Google pomaga szukać innych możliwości ale natykamy się na zamknięte obiekty. Desperacja popycha do podjechania pod mijany właśnie hotel Hilton. Tak, mają pokoje, śniadanie, parking podziemny. Nocleg dla trzech osób za… 350TR, czyli jakieś 250 zł. Nie ma co sie zastanawiać.

Rano miasto wygląda zupełnie inaczej. Przy hotelu mamy ogromny parking dla turystówczy może bardziej dla wiernych. W tej chwili pusty, wypełni się autami już około południa. Szerokie, nowoczesne ulice, ładne przystanki tramwajowe, nowy tabor na szynach, mijane mauzolea i muzea zadbane, nowe, czyste… Gdzie my byliśmy wczoraj?

Jaka jest Konya? Historię miasta w skrócie przedstawił Eugeniusz Paukszta w powieści przygodowej „W cieniu Hetyckiego sfinksa”.

"Więc to jest Konya [...] z wykopaliskami ze średniej i młodszej epoki kamiennej, świadczącymi, że początki zaludnienia regionu sięgają po ósme tysiąclecie przed naszą erą. [...] Za Hetytów istniała już tutaj zorganizowana społeczność miejska. Potem rządzili miastem Frygowie, po kampanii Aleksandra Macedońskiego władał tu z jego imienia Lizymach, aż podporządkowało sobie i ten teren rozrastające się Królestwo Pergamonu, by z kolei z ich rąk bezkrwawą drogą przejść we władanie Rzymian. Miasto przeżywa rozkwit, szerzy sie szeroko chrystianizm, nadchodzi wreszcie czas Bizancium...
Dopiero wiek XI ze zwycięska inwazją Seldżuków staje się momentem przełomowym w dziejach miasta - Konya awansuje na stolicę państwa tureckiego. Wiek później Konya jako siedziba nauki i sztuk pięknych, a zarazem centrum religijne zasłynie  na cało Południe i Wschód... Tutaj wszakże żył i nauczał w XIIIw. Mewlana...
[...] Skręcili w boczną ulicę. [...] W progu w jednej ze świątyń stał z przymrożonymi oczami, wznosząc ku niebu pomarszczona twarz, stary kapłan muzułmański. Splecione ręce trzymał wyciągnięte przed siebie.

- Dlaczego stoi w progu i w tak dziwnej pozie? - zaciekawił sie Julek.
- W tym stroju nie może wyjść za obręb świątyni, wiesz, że jest zakaz u nas noszenia szat duchownych. Atatürk tak zarządził [...]"

Tak w skrócie przedstawia sie historia tego miasta. Dla muzułmanów  ważny ośrodek religijny ponieważ to tu raz w roku jest tu otwierana szkatuła z włosami Mahometa. Konya w całym kraju słynie z religijności swoich mieszkańców, jak również z ich konserwatyzmu. Stąd zarządzenie ojca narodu tureckiego zamieniające Mevlevi Tekkesi – XIII-wieczny zespół klasztorny derwiszów tańczących, czyli najbardziej niegdyś wpływowego bractwa muzułmańskiego w Muzeum Sztuki Islamu – Mevlana Müzesi. Atatürk walczył o laicyzacje kraju. Patrząc jak wiele w Turcji się zmieniło, można powiedzieć, ze mu się udało. Jednak obecnie jakby wahadło zaczęło przechylać się w druga stronę.

Idziemy zobaczyć słynny meczet i klasztor. W wejściu symboliczne łańcuchy, żeby wchodzący pochylił głowę, chusta dla mojej dziewczyny i tysiąclecia mamy na wyciągnięcie ręki. Bardzo wiele osób chce zobaczyć słynną szkatułę, grobowiec Jalal ad-Din Muhammad Balkhi-Rumiego zwanego Mevlaną, pomieszczenia w których żyli derwisze. Kobiety w chustach fotografują się na tle cennej relikwi, ci najbardziej wierzący składają ręce w modlitwie, dzieci siedzą na ławkach dłubią coś w telefonach… życie.

Idziemy w kierunku na Alaaddin Hill Park. Żeby dotrzeć do górującego nad miastem meczetu  Alaaddin Mosque Keykubad trzeba przejść przez bazar. Całe uliczki wypełnione tematycznie, ubrania, złote ozdoby, buty, itp. Do meczetu wspinamy się po schodach, na których urządzono też kaskadowa fontannę. Sama świątynia bardzo surowa w formie. W Konya po raz pierwszy próbowaliśmy wymienić pieniądze na liry. Nie udało nam się. W kantorze powiedziano, że musimy iść do banku. W banku kolejka, że nie wystarczyło wytrwałości. Innym razem.  Droga powrotna uświadamia jaki mamy dziś dzień tygodnia. W islamie, w tygodniu jest jeden dzień świąteczny i jest nim właśnie piątek. Jego znaczenie wywodzi się z południowej modlitwy zgromadzeniowej (Dżuma), w której powinien uczestniczyć każdy muzułmanin, jeśli jest do tego zdolny. Ponieważ Konya to miasto bardzo religijnych ludzi, widzimy tłoczących sie przy studniach, myjących nogi wiernych. Także tłumy tych dla których nie starczyła miejsca w świątyniach wiec kiwają sie rytualnie na dywanikach przed.

Kolejne godziny to jazda w kierunku wybrzeża. Wybrana droga D430 przechodzi w lokalne 70.52 i 33.62, już spokojniejsze, bardziej kręte, klimatyczne. Przez góry sięgające 2000 m n.p.m. dotrzemy do sztucznego jeziora Ermenek Baraji, a potem na wybrzeże.

Celem na dziś jest twierdza Mamure Kalesi. Już o zachodzie słońca przyjdzie nam spojrzeć na najlepiej zachowaną oraz największą budowlę tego typu w całym basenie Morza Śródziemnego.  Ale to już jutro…

 

CZYTAJ TEŻ

Pozostałe wpisy