Turcja samochodem – dzień trzeci/czwarty – Hattusa

Anatolia. Jej nazwa wywodząca się od greckiego słowa anatolē – „wschód” brzmi jak obietnica przygody i nowego. Rejon ten obejmuje cały półwysep Azji Mniejszej, my przetniemy go z góry na dół, po drodze nabierając w zwoje pamięci jak najwięcej tego co po drodze. Pierwszy cel na mapie dawna stolicy imperium hetyckiego czyli Hattusa. Obecnie stanowisko archeologiczne położone jest nieopodal miasta Boğazkale w Anatolii. Kilometrów do przejechania z Safranbolu niewiele, stać nas na wybór mniejszych, nie za szybkich tras. Region ten, rozległa równina w centrum półwyspu, otoczona jest górami. Wbijamy się w nie, wskazania wysokościomierza szybują do zawrotnych 1700 m n.p.m. ale poza tym że wąska nitka asfaltu pnie się coraz wyżej nic ciekawego nie widać. Las, las, las. Mapa mówi, że w pobliżu są te lokalne, bardziej widokowe drogi, już bez asfaltu. Odbijamy w nie i możemy nacieszyć się nowymi widokami. Mijane wsie nie odbiegają od tych które zobaczylibyście w Beskidach, traktory, kaczki, dzieci gnające krowy na pastwisko. Wszystko to poutykane na zboczach gór i tylko muezin wzywający do modlitwy z wysokości szpicy minaretu świadczy o tym, że to jednak inny kraj, inna kultura, inne zwyczaje.

 

Tak jest do doliny rzeki Deverez Cayi, potem wszystko się wypłaszacza i krajobraz juz tylko lekko faluje. Gdybyśmy przyjechali wcześniej  falowałby od zbóż po horyzont, na początku lipca gdzie spojrzeć już tylko rżyska. I ciężarówki, wyładowane niemiłosiernie kostkami słomy na drogach. Temperatura znośna, w okolicach poniżej 30 st. Wydawałoby się, że tak daleko na południe powinno być jak w piecu. Jest jednak jedno ale, cały czas poruszamy się na poziomie 1000 i więcej m n.p.m. Ciekawe jest też to jak wiele i to dużych rzek mijamy.

 

 

Hattusa

Docelowe miasteczko osiągamy wieczorem, jest już za późno na zwiedzanie (do 18-tej). Pod pomnikiem na wjeździe do miasta, przedstawiającym hetyckich wojowników zagaduje nas jegomość z pytaniem czy nie potrzebujemy noclegu. Naciągacz? Nie, to właściciel pobliskiego Hotelu Asikoglu, z pochodzenia Włoch, zaprasza na herbatę, proponuje nocleg. Niewygórowana cena, przyzwoity standard, zostajemy. Ogólnie to okolica świeci pustką, turystów niewielu. Jeszcze tego samego dnia pojedziemy do pobliskiej hetyckiej świątyni skalnej Yazılıkaya, założonej przez króla Hattusilisa III (1275–1250 p.n.e.). Na miejscu znajdziemy skalne ściany pokryte charakterystycznymi płaskorzeźbami przedstawiającymi procesje bogów (cały panteon hetycki) oraz ślady po świątyni. Wejście jest bezbiletowe wiec można połazić o dowolnej porze. Jeszcze obejdziemy okolice, żeby popatrzeć na pobliskie, starożytne miasto z okolicznych wzgórz. Powrót przez pobliskie Boğazkale daje odczuć, że ludzie tu żyją nie za bogato. Stare, pamiętające lepsze czasy domy, kaczki i bydło biegające po ulicach.

 

 

Rano pora na okrywanie skarbów hetyckiej stolicy. Wjazd jest jeden i właściwie nie chodzi sie tu za wiele pieszo, wszystko obieżdza się autem.  Założone przez lud Hatti, w połowie XVII w. p.n.e. uczynione przez króla Labarna z Kussary stolicą imperium hetyckiego stało się słynne gdy w 1906 roku Hugo Winckler odkrył tu tabliczki z archiwów zapisane w nieznanym języku, które po odczytaniu jak wehikuł czasu, przenoszą w dawno już miniony czas wielkiego imperium. Samo miasto, położone na  ściętym wierzchołku obronnego z natury wzgórza, składało się z dwóch części: wewnętrznej cytadeli z budynkami administracyjnymi i świątyniami i właściwego miasta opasanego murami z trzema potężnymi bramami, do których prowadziły platformy flankowane zewnętrznymi murami. Zachodnia brama była ozdobiona reliefem lwa, wschodnia reliefem wojownika, południowa reliefem sfinksa. Do każdej z atrakcji dojedziemy autem, by po krótkim spacerze stanąć przy sfinksie czy odrestaurowanym lwie strzegącym miasta. Z wysokości drogi znakomicie widać też zarysy starożytnych budowli, których wielkość może umknęłaby, gdyby spoglądać na nie z poziomu kamiennych fundamentów. Więcej o mieście – link.

 

 

W Boğazkale warto zajrzeć również do Muzeum Archeologicznego. Przez lata prac wykopaliskowych wydarto ziemi wiele skarbów, niektóre z nich wyeksponowano w niewielkim muzeum. Zarówno tu jak i w pobliskim Hattusa  tłumów sie tu nie spodziewajcie. Pomimo, ze miejsce to ma do zaoferowania niezwykłe historyczne pamiątki, niewiele osób znajduje drogę tu drogę by je chcież zobaczyć. Wiele tracą…

 

 

Dalej drogami mniej głównymi, jak się okazuje niestety, ze względu na chłapiący z pod kół płynny asfalt zmierzamy w kierunku na Göreme i skarby Kapadocji. Krajobraz to kontynuacja wrażeń jakie przyniósł dzień poprzedni. Ciągle jednak zaskakuje widok śladów po łanach zbóż, tak po horyzont, wszechobecnych traktorów (w każdym mieście jest ich salon sprzedaży), ogromnych, zbożowych silosów … Że wszystko bardzo swojskie, europejskie, nawet budynki.

W krajobrazie pojawiają sie za to świadectwa zmian jakie zachodzą w Turcji. Do niedawna kraj ten szczycił się swoją historią i reformami Mustafy Kemala Atatürka, modernizującymi gospodarkę, system prawny i socjalny ale także laicyzujące kraj. Teraz co chwile mijamy budowane ogromne meczety.

Poszukiwania atrakcji w bocznych, szutrowych drogach naprowadzają na pierwsze opuszczone domy, w jaskiniach. To dopiero zapowiedź tego co zobaczymy za chwilę. W oddali, nad okolica góruje Erciyes Dağı, stratowulkan, będący najwyższym wzniesieniem pasma Anty-Taurus (3916 mn.p.m).

Wieczorem docieramy w okolice zupełnie kosmiczne i inne. Przed nami -Kapadocja!

CDN…

CZYTAJ TEŻ

Pozostałe wpisy