Turcja samochodem – dzień trzynasty, Troja, Çanakkale, Dardanele, Edirne, Sofia

Posted on

 

Dziś po kilkunastu dniach jazdy po Tureckich drogach pożegnamy już ten kraj. Najbliższą noc mamy zaplanowaną w Bułgarii. Tym razem możemy zrobić to poprzez booking, dzięki czemu inaczej zaplanujemy trasę, bez myśli że trzeba dojechać o rozsądnej porze i znaleźć jeszcze hotel wieczorem. Dzień rozpoczynamy od zwiedzania antycznej Troi. Wjazd na parking, bilety… Tu daje się poczuć, że Turcja jest w kryzysie walutowym. Jeszcze kilka lat wstecz koszt wejścia 20 lira, parking za darmo. Dziś 42 lira i 10 lira za pozostawienie auta. Dla nas nieodczuwalne, po przeliczeniu na złotówki kwota podobna. Dla miejscowych konkretnie większy wydatek jeśli chcą zobaczyć historycznie skarby swojej ziemi.

 

Troja bardzo często opisywana jest w relacjach osób zwiedzających Turcję jako przereklamowana i nie warta odwiedzin. Że za mało widać z historycznych pamiątek, że są inne, bardziej efektowne miejsca… Jednak Troja ma swój wyjątkowy wymiar, szczególnie dla kogoś kto pasjonuje się historia starożytną, gdzieś w pamięci ma historie opowiedzianą przez Homera o dziesięcioletniej wojnie o piękna Helenę. Jest więc na liście obowiązkowej i na koniec prawie naszej przygody z Turcją koniecznie i ona, i drewniany koń, muszą być zobaczone…

Iliada, której tytuł pochodzi od wyrażenia he Ilias poiesis – pieśń o Ilionie (Troi) zainspirowała niemieckiego archeologa-amatora Heinricha Schliemanna do poszukiwań w latach 1871-1894 starożytnego miasta na wzgórzu Hisarlık, u zachodnich wybrzeży Azji Mniejszej. Co znalazł? Miejsce na którym znajdowało się tak naprawdę kilka miast, zbudowanych jedno na drugim. By dotrzeć do tego, które opisywał Homer, bezceremonialnie je rozkopał i dziś jego działania oceniane są jako zwykły wandalizm. Zniszczył nie interesujące go starożytne, późniejsze pozostałości, cenne znaleziska z całych wykopalisk zebrał w jedno miejsce sugerując, że znalazł skarb króla Priama, a następnie nielegalnie wywiózł go z kraju.  Obecnie archeolodzy na podstawie prac wykopaliskowych, które trwają po dziś dzień podzielili historię miasta na dziewięć okresów.  Najprawdopodobniej właściwa Troja homerycka to Troja VII (1300 r. p.n.e. – 950 r. p.n.e.). Znaleziono w niej ślady ogromnego pożaru, który może być dowodem zniszczenia miasta po jego zdobyciu przez armię Agamemnona.

 

 

Jak Troja wygląda dziś? Czy będąc tutaj można poczuć, że przebywamy w wyjątkowym miejscu, gdzie już około 3000 lat p.n.e. zbudowano miasto? Tą wiedzę mamy na wyciągnięcie ręki. Poznawanie Troi realizujemy po przygotowanych, wytyczonych ścieżkach. Od czasu do czasu zastaniemy też podesty, punkty widokowe oraz tablice informacyjne, dzięki którym można jako tako rozeznać się w gmatwaninie warstw i okresów historycznych, które przedstawiają. Mijamy wieże obronną , bramę wschodnią i mury Troi VI resztki świątyni Ateny (Troja VIII/IX ) czerwone cegły murów obronnych Troi II/III, kompleks pałacowy Troi VI, łaźnie rzymskie, odeon… Dla tych, którzy chcieliby dokładnie zgłębić temat tutejszych zabytków i historii polecam przewodnik Troada i Półwysep Gallipoli w formie poręcznego ebooka. Na pewno będąc w Turcji warto odwiedzić i to miejsce, może nie tak efektowne jak chociażby Efez, jednak z wyjątkową historia w tle….

 

 

Nie zwiedzamy nowego, betonowego budynku tutejszego muzeum. Brązowy, równy klocek znajduje się przy jedynej drodze ku starożytnemu miastu, nie sposób go nie zauważyć jednak na nas czeka Çanakkale i Dardanele. W mieście nie zatrzymujemy się. W drodze jedno spojrzenie na drewnianego konia, ustawionego przy nabrzeżu – pamiątce po hollywoodzkiej produkcji „Troja” i na prom, przez cieśninę. W starożytności nazywano ją Hellespontem. Gdy stoi się na jej brzegu nie wydaje się szeroka. Tak samo musiał pomyśleć Kserkses, który zarządził budowę mostu, by sprawnie przeprawić swoją armie na podbój Hellady. W tym samym miejscu dwa tysiące lat później swoje liczne wojska przeprawiał przy pomocy chrześcijańskich okrętów sułtan Murad II, aby stanąć naprzeciw chrześcijańskiego króla polskiego Władysława pod Warną i wydać mu wielką, zwycięską bitwę. Dardanele nie były szczęśliwe dla Winstona Churchilla, który podczas I Wojny Światowej piastował stanowisko Pierwszego Lorda Admiralicji.  Wydawało mu się, że Turcja jest słabym przeciwnikiem, zaplanował więc zdobycie kontroli nad Dardanelami. Operacja ostatecznie stała się dziesięciomiesięczną wojną na wyniszczenie. Siły Alianckie musiały się ewakuować a Churchill przypłacił swoja porażkę dymisją.  Turcy odparli agresje i to właśnie od tego zwycięstwa zaczęła rosnąć sława i popularność Mustafy Kemala, dowódcy obrony, późniejszego twórcy nowoczesnej Turcji.

 

 

Dziś cieśninę przepływa się łatwo i szybko. Liczne promy wahadłowe z Çanakkale do Ecebat szybko przenoszą nas z Azji do Europy. Z pokładu w oczy rzuca się widok na ciekawa twierdzę po drugiej stronie cieśniny. Zaokrąglone mury Zamku Kilitbahir Fatiha powstały staraniem Sułtana Mehmeta w 1463 roku, aby kontrolować cieśninę w najwęższym miejscu. W  Çanakkale  znajduje się podobna warownia, która zamykała drogę na Morze Marmara.  Pędzimy na Edirne trasą wydłuż wybrzeża. Na Dardanelach spotykać można świadectwa krwawych walk z I Wojny Światowej. Chociażby cmentarz marynarki wojennej w Akbaș z licznymi nagrobkami poległych żołnierzy.

 

 

Edirne. Gdy jechaliśmy do Stambułu ominęliśmy je z szybkością na jakie pozwala wielopasmowa autostrada. Jednak bardzo chcieliśmy tu wrócić. Wszak miasto do dawny Hadrianpolis, niegdyś ważny ośrodek administracyjny cesarstwa rzymskiego, miejsce w pobliżu którego w 378 roku Goci rozgromili armię rzymską i zabili cesarza Walensa, pierwsza stolica imperium osmańskiego po europejskiej stronie aż do czasu zdobycia Konstantynopola. Obecnie jest to całkiem przyjemne, niewielkie miasto, liczące sobie około 150 tysięcy mieszkańców. Pomimo licznych zabytków, w tym kilku klasy światowej, stosunkowo rzadko odwiedzają je turyści zza granicy, co pozwala mu zachować oryginalny, turecki charakter.

Co warto zobaczyć w mieście? Najważniejszym zabytkiem Edirne jest kompleks meczetowy Selimiye. Najsłynniejszy architekt osmański zaprojektował go dla sułtana Selima II w latach 1569-1575. Meczet często uznawany jest za najwspanialsze dzieło Sinana, a pomnik samego architekta znajduje się w sąsiedztwie meczetu.

 

 

Inne ważne zabytki miasta to meczet Üç Şerefeli Cami zbudowany w latach 1437-1447, oraz Eski Cami czyli Stary Meczet. Jak sama nazwa wskazuje, jest on starszy od wymienionych poprzednio, gdyż został wzniesiony w latach 1403-1414. Najbardziej rzucającym się w oczy elementem zdobienia tego meczetu są ogromne inskrypcje wykaligrafowane na ścianach zewnętrznych.

Meczetów i innych ciekawych historycznie miejsc jest tu jeszcze wiele. Wymienić można Kompleks meczetowy Bajezida II, meczety Muradiye Camii, Gazi Mihal, Şahmelek, Lari Çelebi,  Hıdır Ağa. Ale także Wieżę Macedońską, łaźnię Sokollu Mehmet Hamam, Wielka Synagogai wiele innych jeszcze ciekawych zabytków. My korzystamy ze spaceru po krytym bazarze, zajadamy się tutejszą specjalnością czyli kotlecikami köfte, robimy słodkie zakupy na chwilę przed opuszczeniem Turcji.

Granicę pokonujemy tym razem bezproblemowo. Jedyną niespodzianka jest przejazd po matach odkażających, za co Bułgarzy karzą sobie słono zapłacić. Szerokością dziurawych autostrad docieramy do Sofii. W gruncie rzeczy noclegi w Bułgarii są na przyzwoitym poziomie i nie drogie, jednak… nie w stolicy. Żeby przenocować w przyjemnych warunkach za niezbyt duże pieniądze pojedziemy daleko za miasto. Zanim tam dotrzemy jeszcze spacer po stolicy Bułgarii. Ogólnie samo ścisłe centrum z katedrą św. Aleksandra Newskiego jest ładne i zadbane. Zatrzymujemy się pod pomnikiem Cara Oswobodziciela, wzniesionego na cześć Aleksandra II, który wyzwolił Bułgarię spod panowania osmańskiego podczas wojny rosyjsko-tureckiej w latach 1877-1878. W pobliżu znajduje się Casino Sofia. Auta jakie pod nim parkują budzą przestrach, mercedesy klasy S lub G dla ochroniarzy i Maybachy, dyskretni kierowcy schowani za wsuniętymi fotelami czekający czujnie na powrót bosa. Reszta miasta nie przedstawia się już tak ładnie. Nie chce się wierzyć że ten kraj wszedł do Unii Europejskiej tylko dwa lata po nas. Kolosalna równica…

POWRÓT DO DOMU

Co dalej? Ostatni skok jaki wykonamy to szalony przejazd na raz do Pragi. Nie żebyśmy nie widzieli stolicy Czech, plan jest inny. Po drodze wpadniemy jeszcze do Mlada Boleslav. Tu produkują Skody a w starych halach fabrycznych popatrzeć można na historię czeskiej motoryzacji.

 

 

I to już koniec. W trasie siedemnaście dni z czego w Turcji prawie dwa tygodnie. Na liczniku naszej Toyoty Hilux przybyło ponad 11ooo km. Czy Turcja nam sie podobała? Bardzo. W większości brak w niej jakichś zapierających widoków. Centralna Anatolia przypomina wręcz rozległe pola pełne zbóż w okolicach Hrubieszowa. Jednak ten kraj gdzie spotkać można ludzi żyjących podobnie jak my a jednak inaczej, z inna kulturą, kuchnią, zwyczajami przyciąga by go zobaczyć. Nie byliśmy wszędzie ale w wiele miejsc chcielibyśmy jeszcze dotrzeć. W drodze w inne klimaty, do Gruzji czy Armenii będziemy planować zawsze kilka dni, by jeszcze uchwycić te ciekawe miejsca które nam umknęły…

 

 

 

CZYTAJ TEŻ

Pozostałe wpisy