Turcja samochodem – dzień piąty – Kapadocja

Zmierzamy do Kapadocji spodziewając się z grubsza tego co zobaczymy. Ten rejon to jeden ze skarbów turystycznych Turcji, wiec pokazywany jest i na reklamach, i pocztówkach, i wszędzie gdzie sie da. Jednak będąc nawet już bardzo blisko, kilkadziesiąt kilometrów przed, jeszcze nic nie zapowiada że za chwilę coś zmieni się w zwyczajnym, raczej płaskim krajobrazie.

To dzieje się nagle. Tuż przed miastem Göreme w górę strzelają charakterystyczne kamienne stożki, z których wiele ma wykute otwory okienne i drzwi bo były zamieszkane. Krajobraz zmienia się. Skalne zbocza, spłukane przez wodę przybierają fantazyjne kształty. Wjeżdżamy w pobliże pierwszych, ciekawych form, jakie spotkamy i tu zaskoczenie nr.2: cały ten niezwykle ciekawy rejon nie jest zamkniętym parkiem tylko udostępniono go dla każdego i jak chce.  Pomiędzy fantazyjnymi, skalnymi formami jeżdżą auta, wycieczki quadów, motocykle, rowery, grupy na koniach …

Nocleg planujemy w samym Göreme. Małe to miasto wrze od turystycznego zamieszania, ogromna liczba odwiedzających i pojazdów wciśnięta w wąskie i niezbyt przystosowane do tego uliczki. Wszędzie sklepiki, hoteliki, restauracje, tłumy… Po znalezieniu hotelu (nie jest łatwo) zostawiamy nasze auto i już pieszo popatrzymy na panoramę miasta z okolicznego punktu widokowego. Nie jest ani daleko, ani wysoko ale widok o zachodzie słońca robi wrażenie.

Po drodze, na mieście reklamy słynnych tu balonowych przelotów. Cena 180 euro za osobę, za dużo. Startują o piątej rano, umawiamy się, że popatrzymy sobie na to widowisko. Nikt poza mną jednak nie wstał o tej porze… Biegnę sam z aparatem na widzianą wczoraj widokową miejscówkę. Tłumy ludzi, łącznie z dwoma młodymi parami robiącymi sobie pamiątkowe zdjęcia… Jest jeszcze ciemno, z za górami, powoli pojawia się czerwona poświata wschodzącego słońca. W dole widać tylko gazowe płomienie rozświetlające kolorowe czasze. I co jakiś czas jedna strzela w górę. Niebo upstrzone kropkami.

Wszystko to jednak daleko a ja chciałbym zobaczyć te balony z bliska. Ich lot nie jest długi, lądują za miastem, na oko określam gdzie i pędzę na spotkanie przygody. Spadają na ziemię w całej okolicy, na polach ale najbardziej efektownie popatrzeć na te które mają swój cel na skalnym urwisku przy drodze 55 na północny zachód od miasta (N38° 39.817′ E34° 49.267′).  Lecą poniżej, potem przelatują efektownie pomiędzy wystającymi, skalnymi pikami, by na koniec wznieść się nad urwisko i precyzyjnie opaść na przygotowana platformę.  Czy warto byłoby tak polecieć? Moim zdaniem koszt takiej zabawy jest odrobinę a duży (prawie 2500 zł / 3os za chyba 15 minut lotu). Ale dzięki temu, że są inni którzy chcą sie tak popatrzeć na Kapadocję i ja mam ciekawe wspomnienia.

Jest jeszcze wcześnie, chce  zobaczyć coś jeszcze zanim pojadę do hotelu budzić moje śpiochy. Po drodze zajrzę wiec do skalnych domów we wsi Çavuşin. Dlaczego warto tu przyjechać? Stary Çavuşin to skała przypominająca nasz blok mieszkalny, cała pocięta przez wykute w niej mieszkania. Ludzie żyli tu jeszcze do lat 60-tych XXw. Dopiero zawalenie się części osiedla spowodowało, ze zostało opuszczone. Dziś u jej podnóża rozłożyły sie sklepiki i restauracje. I czuć, że opowieści iż kraj ten jest bezpieczny i kradzieże są w nim rzadkością to prawda. Na kramach pozostawiono cały towar, nikt sie o niego nie boi.

Pierwszym miejscem do jakiego zajrzymy jest Göreme Açık Hava Müzesi. Jest to jedno z dziewięciu miejsc w Turcji, które zasłużyły sobie na znalezienie się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO. Na stosunkowo niewielkim terenie znajduje się tam około 350 kościołów i kapliczek z czasów bizantyjskich. Pomimo przyjęcia strategii że zwiedzamy z samego rana – napotykamy na ogromne tłumy. Przyjechało chyba z kilkanaście autokarów z azjatami i tłok jest wszędzie przeogromny. Zajrzymy do kościołów z XI-XIw takich jak Basilios Kilisesi, Elmali Kilise, Barbara Kilise czy do Kizlar Manastri. Za dodatkową opłatą wejść można jeszcze do Karnalik Kilise. Korzystamy z tej atrakcji, niewiele osób się na to decyduje i jest tu nareszcie luźno. Nagrodą jest podziwianie niezwykle dobrze zachowanych malowideł ściennych.

Na niezwykłe Paşabağı popatrzymy tylko z daleka. Kiedyś u podnóża tych niesamowitych skał był darmowy parking i można było spokojnie pospacerować między nimi. Dziś poprowadzono spory objazd i ogrodzono je płotem. Wszystko aby pobrać dodatkowe opłaty za postój i wejście. A przecież ich niezwykłość widać również z daleka.

Naszym celem jest Dolina Zelve. Zelve, obecnie niezamieszkane, było dawniej ważną osadą oraz ośrodkiem religijnym. Chrześcijanie zaczęli osadzać się tu podczas najazdów perskich i arabskich. Okres największego jego rozwoju przypadał pomiędzy IX i XIII wiekiem n.e. To właśnie tu powstały pierwsze seminaria duchowne, kształcące kapłanów na terenie Kapadocji. Przez wiele wieków chrześcijanie i muzułmanie zamieszkiwali dolinę w harmonii i spokoju. W 1924 roku na mocy postanowień Traktatu Lozańskiego oraz grecko-tureckiej umowy o wymianie ludności chrześcijanie opuścili Kapadocję. Pozostali mieszkańcy zmuszeni zostali do opuszczenia swoich domostw w 1952 roku. Przenieśli się wówczas do osady Yeni Zelve (czyli Nowe Zelve), oddalonej o 2 km od dawnego miasta. Powodem tego była postępująca erozja dolin, zagrażająca ich bezpieczeństwu. Co można zobaczyć obecnie? Zaletą Zelve jest fakt, że nie będzie tu przeogromnych tłumów jak Göreme Açık Hava Müzesi. Nie będzie wprawdzie tak pięknych i doskonale zachowanych malowideł w świątyniach (zostały sumiennie zdarte) jednak spacer doliną, wśród pozostałości kościołów i budynków wykutych w skale wart jest poświęconego czasu.

Dalsza droga to poszukiwania podziemnych miast. W Kapadocji znajduje sie ponad 30 takich miejsc ale wg przewodnika najciekawsze to te znajdujące się w Kaymaklı i Derinkuyu. Wybieramy to drugie mając nadzieje, że unikniemy tłumów (jest dalej od Göreme). Co zastaliśmy na miejscu? Samo miasteczko nie przedstawia sie najlepiej, zaniedbane, widać że mieszkają tu ludzie mało zamożni, którzy nie korzystali z dobrodziejstw napływu turystów i ich pieniędzy jak w Göreme. Kasa biletowa i schodzimy w podziemia. Do dziś nie wiadomo właściwie kiedy powstały. Wspomina o nich już w IVw p.n.e. Ksenofont ale podejrzewa się, że używano ich znacznie wcześniej.  Wiemy, ze były schronieniem na czas niepokojów, zawierały wszystko co było potrzebne gdy mieszkańcy musieli skryć się w ich wnętrzu, czyli mieszkania, młyny, kościoły, kuchnie, studnie, itp. Miasto w Derinkuyu sięgało na 55 m i posiadało 8 poziomów. Jednak do zwiedzania nie udostępniono zbyt wiele. A wg przekazów pomieścić mogło nawet 20 tyś ludzi! Przejście jest za krótkie, pozostawia wrażenie niedosytu.

Tuż obok wejścia do podziemi, niespodzianka, monumentalna bryła Kościoła św. Teodora Triona, znanego jako Üzümlü. Tureckie strony internetowe podają, że zbudował go sułtan Abdulmecid Pasza. Władca ten w 1839r wydał edykt zrównujący prawo do życia i do własności wszystkich obywateli Imperium Osmańskiego. Nadawał również prawo do wyznawania bez ograniczeń wybranej przez siebie religii.  Kościół św. Teodora Triona, powstał jako rekompensata  za straty wojenne. Tureckie strony nie wspominają jednak o jaka wojnę chodzi i dlaczego ktoś miał ta rekompensatę otrzymać.  Świątynia pomimo opuszczenia i braku troski o nią nadal sprawia wielkie wrażenie. Zdobna dzwonnica, wejścia z reliefami w postaci winogronowych i kwiatowych wzorów. Niestety zamknięta. Samozwańczy przewodnik przyklejający się do nas od razu próbuje opowiadać o miejscu które widzimy, niestety turecka mowa, to trudna mowa. Nic nie skorzystamy. No poza tym, że pokaże ciekawostki architektoniczne – obracające się kolumny w wejściu, celowo zbudowane tak, żeby w przypadku trzęsienia ziemi budynek mógł na nich osiąść, dziurkę od potężnego klucza, przez którą widać opustoszałe wnętrze.

Kolejny przystanek w podróży – Ürgüp. W okresie panowania Seldżukidów miasto stanowiło ważne centrum lokalne. I dziś jest największą miejscowością i siedzibą władz dystryktu. Jednak ma ono  zupełnie inny charakter niż pobliskie Göreme. Nie ma tu hałasu i turystycznego tłoku. Autokary dojeżdżają tylko na przedmieścia, ludzka szarańcza wysypuje się z pojazdów, robi sobie pamiątkowe selfie na tarasach z których doskonale widać górujący nad miastem Başkale (czyli Główny Zamek), który w czasach bizantyjskich stanowił jedną z trzech najważniejszych twierdz, strzegących Kapadocji i juz ich nie ma.  Dominują raczej drogie hotele i ekskluzywne restauracje.

Wieczór spędzamy w Göreme. Jest to raczej niewielka miejscowość, jednak to właśnie ona stała się centrum ruchu turystycznego w Kapadocji. Restauracje, stragany, sklepy, tłumy… A miedzy domami charakterystyczne, spiczaste skały, w których nadal są zamieszkałe domy.  W jednej z takich skał znajduje się też najstarszy zabytek miejscowości czyli rzymski grobowiec. Jednak wystarczy udać sie w boczna uliczkę i robi się pusto i klimatycznie…

CDN

 

CZYTAJ TEŻ

Pozostałe wpisy