Turcja samochodem – dzień dziesiąty – wąwóz Saklikent

 

Na dzisiejszy dzień zaplanowaliśmy zmaganie z jednym z najgłębszych wąwozów w Turcji. Saklıkent oznacza po turecku „ukryte miasto”. Jego strome ściany wyżłobione przez rzekę Karaçay w miękkim wapieniu  osiągają zawrotne 200 m.  Co ciekawe, pomimo że tektoniczne pękniecie w skale, wypłukane przez wodę widać bardzo dokładnie, miejsce to przez lata nie było ani zbadane, ani znane. Turecka wikipedia podaje, że odkrył go dopiero w zeszłym stuleciu pasterz szukający zagubionej kozy (pasterze są bardzo zasłużeni w tym wzgledzie…).  Cały wąwóz, ekipa wyposażona w specjalistyczny sprzęt przebyła po raz pierwszy dopiero w 1993 roku. Dlaczego tak późno? Samo dostanie się tu nie było kiedyś łatwe. Przez bramę wąwozu, ze szczególnie stromymi ścianami woda płynie bardzo wartko, nawet latem jej stan jest wysoki. Droga nie do przejścia… I dziś nie jest to łatwe. Pomagają pomosty, wbite w strome ściany. Dalej miejsca robi się już więcej. Jest nawet kafejka… Trzeba jeszcze przy pomocy liny przedostać się przez silny nurt gdzie łącza się dwa potoki. Bardzo zimna, niezbyt głęboka woda a potem… Leniwy strumień, ciepły, nie za głęboki przedzierający się przez wąską szczelinę w skale. Czasami kreska nieba na górze robi sie naprawdę wąska, czasami zamyka ją głaz… W najwęższym miejscu wąwóz ma zaledwie 2m co przy znacznej głębokości daje niesamowite wrażenie. Idąc wzdłuż brzegów napotykam na błotna pułapkę. Plum i już po kolana z szarym betonie. Podobno zdrowotny, widziałem jak niektórzy nabierali taki w butelki…

 

 

Wyjście wczesną porą jak zawsze zostaje nagodzone. Rano oprócz nas miedzy skalnymi ścianami przemyka tylko jedna, turecka rodzina. Czasami trzeba sobie pomóc, jak np. w miejscu gdzie mały wodospad wybrał dno tak że wpadamy nagle w wodę po pachy… Wciągamy się na górę, idziemy dalej… Do przejścia z 16 kilometrów jakie liczy wąwóz udostępnione dla przeciętnego turysty jest tylko 4. Ale jakie emocjonujące!  Droga powrotna. W skalną przerwę kanionu zagląda coraz więcej słońca oraz ludzkiego tłumu. Przy wyjściu mijamy już naprawdę gęste, ludzkie mrowie. Nam pozostaną wspomnienia po niesamowitym, fantastycznym, mokrym i tylko naszym kanionie…

 

 

Już na parkingu robimy niezłe widowisko rozwieszając mokre ubrania na przygodnym drzewku. I jeszcze mój portfel, i po kolei każdy papierek pracowicie przyłożony kamieniem. Efekt nieuwagi, telefon, aparat, wszystko oddałem przed przeprawą po pachy w wodzie. Portfel ukryty zbyt starannie, został. Słońce jednak operuje tak agresywnie, że wszystko bardzo szybko robi się zdatne do spakowania i zabrania.

Co dalej? Na dziś mamy zaplanowane dotarcie do białych skał Pamukkale i antycznego Hierapolis. Zanim jednak dotrzemy do słynnej atrakcji będziemy bocznymi drogami przemierzać Turcję. Co zobaczymy? Po pierwsze że dzisiejszy dzień, pomimo poniedziałku jest świąteczny. Chcemy wymienić euro na lira. W pierwszym miasteczku wydawało się, że po prostu spóźniliśmy się i zamknęli ze względu na południowa przerwę. W drugim, większym, banki również były pozamykane (o kantorze nie było nawet co myśleć, za daleko od turystycznych miejsc)  a z głośników na ulicach (tak, mają cos takiego zamontowane) nadawane były przemówienia. Nie wiedzieliśmy, skąd mogliśmy że 15 lipca ustanowiono Dniem Demokracji i Jedności Narodowej po próbie zamachu stanu w 2016 r. Tu nie jest jednak Polska, sklepy pracują normalnie, nie tylko spożywcze… Tylko instytucje publiczne pozamykane.

 

 

Jedziemy lokalna drogą 48.27 a potem taką, która nie ma nawet numeru na mapie… Jak wygląda turecka prowincja? Wioski, drogi, krajobrazy, wszystko bardzo swojskie. Lekko pofalowany horyzont przypomina klimatem nasze Beskidy. Kozy, bydło w zagrodach, traktory, czerwone dachówki domów… Tylko ludzie trochę inni. Na przydrożnej stacji benzynowej, w barze zamiast hot dogów młoda dziewczyna w chuście na głowie wałkuje pracowicie cienkie placki, które upiecze na rozgrzanej stalowej płycie, z serem. W miasteczkach pomniki chwalące wielkich bohaterów. Na jednym z nich Atarurk w europejskim garniturze (ojciec narodu tureckiego propagował unowocześnianie kraju, również w ubiorze) i chłopi dźwigający ciężar wolności Turcji, pociski armatnie, Podpis pod monumentem głosi: prawdziwym właścicielom i twórcom wielkiej Turcji… Nowe plakaty chwalą kochanego na prowincji, skazanego na 10 miesięcy więzienia za propagowanie nienawiści na tle religijnym Recepa Erdoğana. Obecny prezydent Turcji wywodzi sie wszakże z nich, z ubogiej rodziny pracownika straży przybrzeżnej z Rize.

 

 

Do Pamukkale docieramy późnym popołudniem. Moglibyśmy jeszcze, w promieniach zachodzącego słońca obejrzeć sobie słynne baseny z wapiennych osadów powstałe na zboczu góry Cökelez ale czy zobaczymy wszystko? Czy zdążymy wejść do antycznego Hierapolis? Bilety do tanich nie należą, wejść dwukrotnie za drogo, trzeba zdecydować. I wybieramy: kolację na dywanach w lokalnej knajpie. Jutro też jest dzień…

 

 

 

CZYTAJ TEŻ

Pozostałe wpisy