Turcja samochodem – dzień szósty, Mustafapaşa, Ihlara Valley, Sultan Hani Caravanserai, Çatalhöyük

 

Kapadocja z jej skarbami szybko znika w bocznym lusterku auta. Jeszcze ostatni niecodzienny akcent czyli skalne szpice z czapeczkami pod Ortahisar i krajobraz staje się już bardziej zwyczajny, pofalowany tylko. We wspomnianym miasteczku ci bardziej wytrwali poszukają górującej nad okolicą twierdzy. Naszym celem na dziś jest Konya i jak najwięcej z tego, co zobaczyć można po drodze.

Pierwszy przystanek – miasteczko Mustafapaşa. Położone zaledwie 5 km od Ürgüpu zachęca do odwiedzin ciekawą historią. Jeszcze do momentu gdy na początku XXw. doszło do wymiany ludności na mocy Traktatu Lozańskiego – zamieszkiwali je głównie Grecy oraz Karamanlis, czyli tureccy chrześcijanie. Nazywało się wówczas Sinaos. Miasto kwitło dzięki handlowi, co ciekawe pomimo sporej odległości od wybrzeża, owocami morza i kawiorem (tak twierdzi wikipedia). Powstało tu wiele bogatych rezydencji, również zamożnych kupców ze Stambułu, którzy mieli tu swoje letnie domy. Wszystko to skończyło się w 1924r. Grecy opuścili miasto a na ich miejsce przybyli macedońscy muzułmanie i Turcy z Kastorii, (miasto w północnej Grecji). Kościoły opuszczono lub przekształcono w meczety.

Co można tu zobaczyć? W centrum do zwiedzania udostępniono kościół Eleni (Constantine Eleni) z 1729r. Przed wejściem, przy skromnym stoliku, kupujemy bilety. Wnętrze całkowicie zdewastowane i oskrobane z malowideł. Potem jeszcze spacer wśród klimatycznych uliczek, zakupy w miejscowym sklepiku (kapadockie wino). W mieście znajdziecie jeszcze karawanseraj Mehmet Şakirpaşa Madrasah zbudowany 1900 roku, obecnie używany przez Kapadocką Szkołę Zawodową. Zlokalizowany w centrum Uniwersytet Kapadocki jest ściśle chroniony (wartownicy, przepustki, itp.) wiec nie mozna zobaczyć co kryje się za bramami wiodącymi w waskie, uniwersyteckie zaułki.

Dalsza droga to równiny pełne uprawnych pól z których wyrastają stożki dawno wygasłych wulkanów:  Hasan i Melendiz, oraz wielu mniejszych, równych kopców z charakterystycznymi kraterami na szczycie. Wybieramy mniejsze drogi celowo, dążąc w kierunku do kolejnego punktu na mapie, który koniecznie chcemy zobaczyć.

Równina pęka nagle pokazując strome ściany głębokiego na około 100m kanionu. Dolina Ihlara. Zaczyna się w wiosce Ihlara, a kończy na klasztorze Selime w wiosce o tej samej nazwie, po wykonaniu 26 zakrętów na 14 kilometrach. Kiedyś mieszkało w niej około osiemdziesięciu tysięcy ludzi, w ponad czterech tysiącach domów, użytkowano niespełna sto jaskiniowych kościołów ozdobionych freskami. Dziś to już opuszczone miejsce do którego wielkimi tłumami przybywają turyści.

Aby dostać się do doliny skorzystać można z 4 możliwych wejść. Pierwsze zaraz, na początku doliny w wiosce Ihlara. Drugie to położone około 4 kilometrów od wioski strome zejście po schodach. Można tu zostawić auto na płatnym parkingu. Trzecia możliwość to wioska Belisirma, która umożliwia wjazd do doliny samochodem. Ostatnia wejście to droga z końca doliny w klasztorze Selime. Korzystamy z najbardziej popularnego, pieszego zejścia po schodach. Na dole zaglądamy do skalnych światyń, Agacalti Kilise (Kościół pod drzewem), Sumbullu Kilise (Hiacyntowy Kościół), Yilanli Kilise (Kościół ze Wężem), czyli te kilka najbliżej schodów. Ambitnie pomaszerujemy jeszcze dalej, do Purenli Seki Kilisesi (Kościół z tarasem) ale z powodu obwałów skalnych, jest zamknięty. Podobno zawiera najładniejsze freski. Te które widzimy do tej pory są bardzo archaiczne i mocno już zniszczone.

Autem podjedziemy jeszcze do Selime. Nad wsią góruje płaska skała, która gwałtownie się obrywa. To w jej zboczach ukryte są ostatnie domy i klasztor w dolinie. Tutejszy monastyr jest największym i najlepiej zachowanym tego typu obiektem w Kapadocji. Tak jak pozostałe w dolinie powstał w okolicach X-XIw. I tak jak na pobliską twierdzę, popatrzymy na niego tylko z daleka. Droga czeka…

Główna droga w kierunki miasta Konya to 300 – czteropasmowa szosa która przecina płaskie okolice największego, jeziora Turcji, czyli Tuz Gölü. Zamiast szukać drogi nad jego słone brzegi zajrzymy do Sultan Hani Caravanserai. Zbudowany przez wielkiego architekta Muhammada bin Havlana el-Dimiskiego na polecenie Anatolii Seldżuk Sułtan Aladyn Keykubata I w latach 1228–1229  uznawany jest za największe arcydzieło okresu Seldżuków. Budynek składa się z dwóch oddzielnych części: pierwszą zawierającą marmurową bramę zdobioną figurami geometrycznymi, ogromny dziedziniec otoczony arkadami z kwaterami i meczetem pośrodku. Oraz drugą, zawierającą stajnie, magazyny, skarbiec, warsztaty naprawcze, piekarnię, dwie łaźnie tureckie i magazyn żywności. Całość w roku 2019 była przygotowywana pod muzeum. W środku uwijali sie liczni kamieniarze i budowlańcy. Mimo tego, ze trzeba było przeciskać się pomiędzy betoniarkami, w kwaterach zamiast eksponatów leżał jeszcze cement i cegły – warto było zapłacić za wstęp i zobaczyć karawanseraj.

W drodze zobaczymy jeszcze to co już zwróciło naszą uwagę. Całe miasteczka namiotowe. Kto i dlaczego tak mieszka? Z głównej D300 zjedziemy jeszcze w bardzo lokalne drogi, które na mapie wręcz zaznaczono tą najcieńszą, szara kreseczką.  Wąziutka niteczka asfaltu przecina rolnicze okolice, całe pocięte niebieskimi wstążkami kanałów.

Dlaczego nie pojedziemy wprost do osławionego miasta tańczących Derwiszów? Na końcu tej drogi czeka Çatalhöyük, największe znane bliskowschodnie stanowisko neolitu badane archeologicznie. Słońce mocno przechyla sie już ku zachodowi, czy pomimo późnej pory będzie jeszcze otwarte? Bardzo chcielibyśmy je zobaczyć, skonfrontować opowieści słyszane na wykładowych salach Uniwersytetu Warszawskiego i obrazków z obowiązkowej lektury z tym co prawie że można dotknąć, na wyciagnięcie ręki. Co zastaniemy na miejscu? Dwie ogromne hale przykrywające to co wydobyto z ziemi od lat 50-tych XXw, zarysy budynków z mułowej cegły. Dlaczego to miejsce jest takie ważne? Budownictwo Çatalhöyük jest fenomenem. To pierwszy tak duży, jednorodny kompleks, który można nazwać miejskim. Obliczenia szacunkowe mówią o 5000 mieszkańców a według śmielszych obliczeń nawet od 8 do 10 tys. Dla porównania – w Jerychu żyło w tym czasie najwyżej 2 tys. mieszkańców. Mniejsze zaludnienie niż Catal Höyuk miał średniowieczny Kraków, który był przecież stolicą państwa. Tak więc pod względem liczby mieszkańców nie miało ono sobie równych w tamtych czasach (założone między 7400 a 7300 roku p.n.e., opuszczone ok. 6000 r p.n.e.). Dla tych bardziej ciekawych na miejscu do zwiedzania jest również muzeum. Abyście mogli poczuć jak żyło się w małych, zamkniętych przestrzeniach z okresu świetności miasta wykonano rekonstrukcje najbardziej znanych pomieszczeń. Całość do zwiedzania bez ograniczeń i jako jedno z niewielu w Turcji, zupełnie bezpłatnie.

 

Miasto Konya osiagamy póznym wieczorem. O wrażeniach z tego miejsca w kolejnym wpisie!

 

 

CZYTAJ TEŻ

Pozostałe wpisy