Z czym kojarzy się wam się Łotwa? Fani dawnej świetności Polski powiedzą, że z Kurlandią, Semigalią czy Inflantami, o które kiedyś toczyliśmy wojny z Rosja i Szwedami. Wszakże Kircholm (obecnie Salaspils) gdzie 27 września 1605 roku, 3600 polskiego żołnierza, w tym husaria pokonało 11 000 Szwedów – położony jest w okolicach Rygi.
I to chyba tyle. Mało kto wie, że Łotwa dała nam nie tylko Emilię Plater, ale i wielu innych ludzi, bez których nasza kultura byłaby uboższa. Szlachta Inflant Polskich, o niemieckich korzeniach, pochodząca z rodów rycerskich kawalerów mieczowych uległa gruntownej polonizacji, dostarczając szeregu zasłużonych Polsce rodów, w tym: Tyzenhauzów, Grothusów, Rejtanów, Denhoffów, Korffów, Romerów, Mohlów, Weyssenhoffów, Manteufflów i innych. W okresie walk o niepodległość Łotwy to Polacy zdobyli w 1920r Dyneburg , przekazując go następnie Łotwie. We wspomnianym mieście istniał pomnik polsko-łotewskiego braterstwa broni, zniszczony dopiero w czasach sowieckich. Dzisiejsza Łotwa to dla większości kraj tranzytowy w podróży w północne kraje. A jak wygląda z bliska?

Ludzie
Jeśli lubicie Mazury i Podlasie ze względu na przestrzeń, pustkę, małe zaludnienie to musicie wiedzieć że są to obszary najrzadziej zamieszkane w naszym kraju, zaledwie 56 os na 1 km2. A co powiecie na to że na Łotwie to … 30 osób na 1 km2? A i tak 1/3 wszystkich Łotyszy mieszka stolicy lub okolicach?
Po czasach sowieckich, gdy rdzennych Łotyszy wywożono w miejsca gdzie było im bardzo zimno, Łotwa zyskała nowych obywateli, Ukraińców, Białorusinów ale jednak głównie Rosjan. Większość z nich nie zna języka łotewskiego, co jest jednym z powodów, dla których nie mają obywatelstwa kraju w którym mieszkają. W referendum z 18 lutego 2012 zdecydowano że język rosyjski nie będzie drugim językiem urzędowym, pomimo iż w niektórych okręgach osoby się nim posługujące stanowią ponad 40% mieszkańców. Będąc na miejscu łatwiej było mi rozmawiać właśnie w języku rosyjskim. Wiele osób słyszących ten język chętnie się nim posługiwało, ale z taka nutą wstydu, tak jakby że to nie bardzo wypada ale oni, ruscy też ludzie. Czasami, jak na przykład w szpitalu gdzie trafiłem po niefortunnej przygodzie na trasie (o tym później) rosyjskie słowa wywoływały złość, maskowaną zażenowaniem gdy okazywało się że to nie ruski ale turysta z Polski.
Drogi
Życie ludzi tutaj komunikacyjnie nie jest proste choć dla nas to frajda, że tylko główne drogi są wyasfaltowane, a większość bocznych to szutry. Szerokie, wyrównane na gładko… ale szutry. Poruszanie się nimi jest bardzo malownicze ale jednak umęczliwe gdy pojazd przed nami powoduje ścianę kurzu. Na szczęście puste, niezamieszkane przestrzenie to również brak ludzi i jakoś specjalnie dużego ruchu. Jednak jak już trafi się taki miejscowy kozak to często jego auto taką drogą porusza się prędkością autostradową. Stąd tak wiele znaków ograniczających prędkość do 70km, 50 w obszarach zamieszkania.

Kolejna ciekawostka to poruszanie się do drogach leśnych. Tak powinno być w naszym kraju, każda droga jeśli nie ma na niej zakazu wjazdu jest dostępna. A zakazów na tych zwykle szerokich i gładkich traktach widzieliśmy niewiele.
Rzeki
Łotwa to wiele rzek i mało mostów. Nasz szlak często zbacza do miast bo najczęściej tylko tam są zlokalizowane przeprawy. Co ciekawe tylko raz zdarzyło nam się spotkać prom, taki normalny jak w podwarszawskich Gassach. Czy to kwestia wzmocnienia obronności kraju? Być może. W 2022 roku rozebrano most zbudowany pod koniec lat 50. XX w. na styku granic z Białorusią i Rosją jako symbol „przyjaźni narodów” podczas II wojny światowej. Zdaje się że przyjaźń zrobiła się mniej aktualna…
Miejscowości
Podróż bocznymi drogami Łotwy to ogromne, puste, przestrzenie poprzetykane pojedynczymi zagrodami, często opuszczonymi. Wielkie połacie pół i brak gospodarstw które mogłyby je obsługiwać, stare traktory, drewniane zabudowania. Będąc tutaj trzeba pamiętać, że tylko Ryga z przyległościami to naprawdę gęsto zamieszkane okolice (największe miasto w krajach bałtyckich), z ludnością powyżej 600 tyś. Większość z tych mniejszych miasteczek poza nielicznymi wyjątkami to często ładne ale stare, zniszczone domy, brak nowych budynków, obrazki jak w Polsce w latach 80-tych. Bardzo widać że ludzie stąd odchodzą.

Inną ciekawostką są cmentarze. Wszędzie, no może poza Łatgalią (dawne Inflanty Polskie) gdzie napotkać można sporo cerkwi i katolickich kościołów ze znajomym widokiem krzyży wokół świątyni – miejsca gdzie chowa się zmarłych to dzikie, nie uporządkowane, bez specjalnych alejek i organizacji ruchu miejsca zlokalizowane w lasach. I zdarza się że daleko od jakiejkolwiek miejscowości. Nawet w miastach zdarzają się takie miejsca wyglądające jak fragment lasu z porozrzucanymi bezładnie kamieniami opisanymi nazwiskami.
Pieniądze
Tu jest jak w reklamie: „są rzeczy których kupić nie można, za wszystkie pozostałe możesz zapłacić kartą”. Plastiku można używać wszędzie, poza nielicznymi okazjami jak lokalni rzemieślnicy sprzedający swoje rękodzieło. Na takie chwile warto mieć przy sobie prawdziwe euro.
Dzień pierwszy: 614 km, dojazd Bauska
Trasa Via Baltica do Tallina w Polsce jest ukończona prawie całkowicie, przez Litwę też już ma wiele gotowych odcinków wiec żeby z Mazowsza dostać się na Łotwę wystarczy mniej niż 7 godzin. Trzeba pamiętać tylko o kilku kwestiach. Pierwsza, że auta takie jak moje czyli pikapy zarejestrowane jako ciężarowe płacą na Litwie akcyzę (zależną od normy EURO). Druga to fakt zmiany czasu. Na miejscu dodajemy jedna godzinę. Trzecia: wiele stacji tutaj jest automatycznych (można płacić karta lub gotówką). Czwarta: żeby mieć orientację na temat lokalnych zabytków i ciekawostek warto wyposażyć się w przewodnik. Polecam ten Marka Osip-Pokrywki, zaletą książki jest to że działa off-line…
Dzień drugi: 70 km, Bauska-Rundale-Mežotne-Jełgawa
Bauska
Naszą podróż rozpoczynamy od miejscowości Bauska (więcej o miejscowości) opodal której, w latach 1443–1456 Zakon Kawalerów Mieczowych wybudował zamek. I jest to najważniejsza tutejsza atrakcja. Wzniesiono go w widłach rzek Mēmele i Mūsa które łącząc się tworzą Lelupę. Niegdyś największa twierdza w całym regionie, broniąca dostępu na Litwę oraz do późniejszej domeny Radziwiłłów – Birż. Można zatrzymać się na parkingu tuż przy zamku ale wybieramy opcję przystanku w mieście i dojścia tamże na własnych nogach. Ten czas spędzony na pieszej podróży pozwala na spokojne obserwowanie tego czym to miasteczko jest obecnie. A zobaczymy tranzytową miejscowość (przechodzi przez nią główna trasa A7) do której nikt nie przyjeżdża żeby zostać tu dłużej wiec nie rozwija się turystycznie. Ładny ryneczek z ratuszem, obok pozostałości synagogi a potem już tylko zaniedbane kamieniczki, XVIw. kościół, cerkiew… Cześć trasy to malownicza ścieżka nad rzeką Mēmele.

Sam zamek to wersja zwiedzania dla leniwych lub nie mających za wiele czasu czyli rundka wzdłuż murów lub wymagające więcej samozaparcia zwiedzanie wnętrz. Oglądanie wystaw w tej odrestaurowanej części zamku, przebudowanej w XVIIw. na siedzibę rodu Kettlerów i podróż przez ruiny średniowiecznej, oryginalnej części twierdzy zajmują czas ale po to tu przyjechaliśmy…

Rundale
Bocznymi drogami docieramy do jednego z najpiękniejszych budynków Łotwy, niegdysiejszej rezydencji rodziny Bironów, pałacu położonego w Pilsrundāle. Zbudowany w 1730 r. w stylu barokowo-rokokowym jako letnia posiadłość Ernsta Johanna von Birona, długo stał pusty, dopóki nie wykończono w 1760 r. jego wnętrz. Gruntownie odnowiony po 1991 r, obecnie jest udostępniony do zwiedzania. Ogromna ilość umeblowanych sal, eksponatów, ogród, na to przeznaczcie parę godzin. My wybraliśmy na wizytę letni weekend, wiec zastaliśmy tłumy. Jednak teren jest tak rozległy a parkingów tak dużo że nie było problemów zatrzymaniem się, zwiedzaniem. Jedyny problem jaki możecie mieć to kwestia obiadu. Obsługa lokalnej restauracji i tłumy skłoniły nas do rezygnacji z czekania i dania uskutecznione na pikniku gdzieś poród łąk.

Mežotne
Ta miejscowość, położona rzeką Lelupa ma przed sobą wielka przyszłość. Pobliskie grodzisko, będące między IX a XIII wiekiem największą osadą Zemgalów było wzmiankowane pod nazwą Medsuna na mapie świata z 1154 roku autorstwa arabskiego podróżnika Muhhamada Idrissiego z Sycylii. Archeologiczne badania potwierdziły że obszar zabudowy rozciągał się tu na przestrzeni 13 km2. Łotewski rząd planuje tu więc budowę swojej lokalnej wersji Biskupina czyli rozległej rekonstrukcji. Już są parkingi, toalety, i pierwsze prace na grodzisku. Gdzieś po drugiej stronie rzeki zostawiamy pałac wzniesiony w latach 1797-1802 dla Amalii Charlotty von Lieven, guwernantki Aleksandra i Konstantego, synów cara Pawła I. Teren pod i koszty budowy z wdzięczności za opiekę nad wnukami pokryła Katarzyna II Wielka. Łotwa to wielkie rzeki i brak mostów. A pałac jest za rzeką…

Jełgawa
Do miasta docieramy już wieczorem. Od razu ocieramy się o wielką historię. Academia Petrina, w której znajduje się muzeum i galeria obrazów G. Eliasa, prawosławny sobór Świętych Symeona i Anny, rzymskokatolicka katedra Najświętszej Maryi Panny, pałac księcia Ernesta Jan Birona. Jednak tak naprawdę miasto z bliska zobaczymy dopiero rano.

Dzień trzeci: 260 km, Jegława-Dobele- Lielauce- Kerklinu- Nigrande- Kazdanga- Aizpute- Vecpils-Grobina-Lipawa
Jegława
Miasto pod swoja obecna nazwą jest znane dopiero od 1918 roku. Wcześniej było Mitawą i jak wiele na Łotwie powstało na zgliszczach lokalnej osady zamieszkanej już w Xw., Zdobyta przez Kawalerów Mieczowych, stała się ważnym ośrodkiem z którego rycerze zakonu często organizowali wyprawy przeciwko Liwom i Semigalom. Później znaczenie zamku jeszcze wzrosło z powodu rozwoju na południu państwa litewskiego. Po rozpadzie zakonu w 1561 Mitawa przypadła w udziale Księstwu Kurlandii i Semigalii. W 1573 otrzymała prawa miejskie by po 1596, stać się stolicą Semigalii, rezydencją księcia Fryderyka Kettlera i od 1617 stolicą zjednoczonego księstwa Kurlandii i Semigalii podległego Rzeczypospolitej.
Najokazalszy na Łotwie pałac czyli rezydencja książąt Kurlandii i Semigalii obeszliśmy już poprzedniego dnia. Zachwyca ogromem jednak to co widzimy to tylko fasada, odbudowana po zniszczeniach II WŚ. Wnętrza zajmuje obecnie jedna z wyższych uczelni i nie maja w sobie już historycznego pierwiastka (w podziemiach znajdziecie kryptę z grobowcami tutejszych władców). Pamiątki dawnych mieszkańców miasta zawiera za to miejskie muzeum, dawna Academia Petrina, czyli pierwsza szkoła wyższa na terenie obecnej Łotwy. Powstała w 1772 r. z inicjatywy księcia Piotra Birona. Pierwsze co zobaczymy zaraz po wejściu to wielka mapa z zaznaczonymi książęcymi koloniami. Bo w okresie panowania księcia Jakuba Kettnera, dzięki wysiłkom stoczniowców w Witawie powstały 44 okręty wojenne i 79 statków handlowych, więcej niż miała w tym czasie Rzeczpospolita. Książę uzyskał również swoje zamorskie kolonie czyli wyspę u ujścia rzeki Gambi w Afryce oraz Tobago na Karaibach.

Stare fotografie w muzeum pokazują miasto którego już nie ma… wystarczy wejść na wieżę muzeum i rozejrzeć się. Nie ma rynku, rzędów drewnianych domów, kamieniczek. Tylko zatopione w zieleni szare klocki bloków… Podczas walk w 1944 roku Mitawa została zrujnowana w około 90% i powróciła do życia już w takiej okaleczonej, szarej formie.
Dobele
Zaplanowana podróż na dzień dzisiejszy zakończy się w Lipawie. 260 kilometrów szutrowych tras. Dużo… Jednak trzeba pamiętać, że tutejsze boczne drogi są dosyć szybkie, to nam się uda. Co po drodze? Zamek w Dobele. Ruina ale dosyć efektownie i nowocześnie zagospodarowana dla turystów. Wzniesiono go w miejscu drewnianego grodu plemienia Semigalów i był siedzibą zakonnego komtura. W XVI w. w posiadaniu Rzeczpospolitej, zniszczony przez Szwedów.

Opuszczone i zrujnowane kościoły luterańskie w Lielauce, Kerklinu i Nigrande.
Tak jak wspomniałem na wstępie podróżujemy przez tereny gdzie mijane gospodarstwa często są opuszczone, zrujnowane. Tak samo jak i kościoły o które już nie ma kto dbać. A i też trzeba pamiętać że tylko 7% Łotyszy deklaruje że jest wierząca i praktykująca.

Kazdanga
To co tu zastaniemy to pałac pierwotnie zbudowany w latach 1800–1804 w stylu późno klasycystycznym. Miejsce to nie było szczęśliwe dla właścicieli. Podczas rewolucji w 1905 roku posiadłość została spalona przez miejscowych chłopów. W 1907 roku baron von Manteuffel odnowił go, wybudował efektowny grobowiec w ogrodzie do którego przeniósł szczątki rodu. Jednak po uzyskaniu niepodległości dobra znacjonalizowano. A po II wojnie światowej miejsce to było bazą pionierów. Na grobowcu urządzono boisko a w krypcie piwnice do lodu. Dziś budynek odzyskuje swoją świetność, ma nawet niewielką wystawę wewnątrz której już nie zobaczyliśmy.

Aizpute
Kolejna mała miejscowość z wielką historią na trasie. W 1248 r. Mistrz Zakonu Inflanckiego Dietrich von Grüningen polecił zbudować na tutejszych, podbitych właśnie terenach kamienny zamek, który nazwano Hasenpoth. Rozwinęła się też tu osada w której w 1260 r. zbudowano istniejący do dziś kościół. Dzięki szlakowi handlowemu na rzece Tebra Aizpute szybko się rozwinęło uzyskując prawa miejskie w 1378 roku. W latach 1611–1795 okoliczne tereny należały do Rzeczypospolitej.

Na miejscu zastaniemy historyczny kościół, do obejrzenia z zewnątrz i wspomniany zamek, w bardzo dużej ruinie, otwarty do swobodnego penetrowania. Samo miasteczko to dla nas pierwsze miejsce po drodze z tak urokliwymi, ładnymi drewnianymi domami i jedną naprawdę ważna atrakcją: Giardino di Napoli – miejsce gdzie można zjeść dobre dania – jedno z niewielu w okolicy.
Vecpils
To co zwraca tu uwagę to biała bryła kościoła katolickiego, zbudowanego w 1700 roku, w miejscu wcześniejszej świątyni z fundacji Ernesta Von Rappe, właściciela okolicznego majątku i rotmistrza wojsk polskich. Jego ranga była na pewno znaczna, skoro znajdowała się w nim biblioteka z księgami w języku łacińskim jak i też szkoła parafialna. Na wieży do dziś znajdują się cztery dzwony odlane w latach 1654, 1676, 1694 i 1700. Zwróćcie uwagę że na ścianach wieży znajdują się napisy upamiętniające fundatorów: AERSK (Anna Elizabete Rappe, z domu Korfs), po drugiej stronie OERCM (Otto Ernst Rappe Castrorum Metator) a od frontu rok budowy kościoła: A.1700.

Zabytkowe wnętrze nie tak łatwo obejrzeć, ze względu na niewielką liczbę parafian nabożeństwa odprawiane są ty tylko raz w miesiącu.
Opodal kościoła znajdziemy jeszcze ścieżkę prowadzącą do wzgórza na którym zlokalizowany był niegdyś gród. Na szczycie znajdziemy tabliczkę opowiadającą legendę o grobowcu księżniczki połączonym z kościołem ale też… prawdziwe groby. Niektóre całkiem niedawne, ukryte wśród zieleni.
Grobina
Zachód słońca wśród ruin zamku położonego w rozlewiskach rzeki Alante bardzo przyjemny. Sam zamek zbudowany przez Zakon Kawalerów Mieczowych w 1253 roku obecnie jest otwarty i zagospodarowany na amfiteatr. Inną tutejszą ciekawostką jest fakt że w okolicy zlokalizowane są pozostałości grodu oraz cmentarzyska po wikińskiej osadzie. Wykopaliska prowadzone przez Birgera Nermana w latach 1929 i 1930 datują je na 650 a 800 r. n.e. i dowodzą, że Grobin był wówczas skandynawską kolonią Gotlandii.

Dzień kończymy w Lipawie, którą spenetrujemy odrobinę w już w promieniach porannego słońca.
Dzień czwarty: 156 km, Lipawa – Latarnia morska Akmeņrags – Sakasleja – Apriki – Kuldiga – Edole
Lipawa
To miasto powstało dzięki morzu i żyło z handlu i portu. Ale tylko do 1945 roku gdyż w czasach sowieckich zostało przekształcone w bazę Floty Bałtyckiej ZSRR i bazę okrętów podwodnych. Dopiero po 1991r otwarto je na świat. Lipawa na kartach historii pojawiła się w 1263 r. gdy zakon kawalerów mieczowych, po połączeniu się z zakonem krzyżackim założył tutaj osadę Libau (Liepāja po 1560). Wcześniej istniała tu osada rybacka Kurów. Miastem stała się w 1625 r. po nadaniu praw przez księcia Kurlandii i Semigalii Fryderyk Kettlera a potwierdził je Zygmunta III Waza rok później. Od II rozbioru Polski w 1793 r. był to jedyny port I Rzeczypospolitej.
Obecnie jest to trzecie co do wielkości miasto Łotwy i przyznać trzeba, że na tle tego co widzieliśmy dotychczas robi bardzo korzystne wrażenie. Zadbane, z ładnymi odnowionymi kamienicami i drewnianymi domami, posiada nawet linie tramwajową (więcej na temat miasta). Jeśli macie więcej czasu to tu naprawdę jest co zwiedzać. My jednak cieszymy się krótkim spacerem uliczkami bez wchodzenia do XVIIIw., luterańskiego kościała św. Trójcy wyposażonego w największe na świecie, w pełni mechaniczne organy, hal targowych Pētertirgus, cerkwi, zabytkowych kościołów katolickich czy Portu Wojennego (Karosta). Czas wracać na szlak…

Lipawa – Fort Północny
Będąc tutaj warto zajrzeć do najbardziej znanej i imponującej wizualnie części Twierdzy Lipawa czyli zbudowanej przez armię carską pod koniec XIX wieku Baterii Fortecznej nr 1. Dlaczego obecnie wszystko jest zniszczone? Nie, nie jest to efekt wojennego oblężenia czy walk. Po prostu w 1908 roku, niecałe 10 lat po jej wybudowaniu zostały uznane za strategiczny błąd i je wysadzono (nawet dwukrotnie). Do dziś przetrwały baterie które wytrzymały eksplozje, oraz konstrukcje podziemne.
Jak to wygląda na miejscu? Cała linia pokruszonego betonu majestatycznie staczającego się w morze. Znajdziecie tu również pochowane po lesie schrony, podziemne korytarze.

Tuż obok znajdziecie również miejsce upamiętniające holokaust czyli niemieckie ludobójstwo na Żydach w czasie II WŚ. Takie miejsca nie nastawiają pozytywnie. Przynoszą na myśl że człowiek to jednak okrutne zwierze a ci którzy kiedyś poczuli grozę ludobójstwa, po jakimś czasie sami dopuszczają się polowań na ludzi w kolejkach po pomoc humanitarną, głodząc na śmierć z premedytacja tych których chcą się pozbyć ze swojego Lebensraum…
Latarnia morska Akmeņrags
Dalsza trasa to szutrowy szlak ku latarni Akmeņrags, wybudowanej w 1884 r. To co obecnie widzimy to efekt odbudowy w 1921 roku, po tym gdy podczas I WŚ została całkowicie zniszczona. 38 metrów wysokości i 2,5 metra średnicy. I niestety ze względu na poniedziałek niedostępna do zwiedzania.

Luterański kościół w Apriki
Na obrzeżach wioski znaleźliśmy coś co z pozoru nie różni się od innych, mijanych po drodze tego typu budowli: mały, murowany kościół ze strzelista wieżą. Jednak cała magia tej XVII wiecznej świątyni odbywa się wewnątrz. Na nasze szczęście był już otwarty dla jakiejś wycieczki i mogliśmy podziwiać bogactwo zdobień i polichromii.

Kuldyga
Dlaczego warto przyjechać właśnie tu? Przede wszystkim ze względu na fakt, że jest to najładniejsze miasto Kurladni z bardzo dobrze zachowaną, drewniana zabudową z XVII-XVIIIw. a i późniejszą. Ci którzy lubią zwiedzać znajdą tu też XIXw młyn wodny, ceglany most z 1874 r, katolicki kościół Świętej Trójcy z 1640 r , Cerkiew z XIX w i inne. Jednak główną atrakcją miasta są najszersze naturalne wodospady na Łotwie o rozpiętości 110 m i wysokości ponad 2 m na rzece Windawa. Latem są one bardzo popularne i oblegane przez spragnione wody dzieciaki i dorosłych.

O Kuldydze warto wiedzieć że jest to miejsce gdzie powstał jeden z najstarszych zamków zakonu krzyżackiego czyli Jesusburg. Zbudowano go po spaleniu w 1242 roku miejscowego grodu Kurów. Obecnie już zatarty w krajobrazie po tym gdy został zniszczony w wojnach polsko-szwedzkich w XVIIw. (widoczne nieliczne szczątki). Kuldyga była w średniowieczu największym i najważniejszym ośrodkiem miejskim i wojskowym całego regionu aż do czasu przeniesienia stolicy do Mittawy.
Edole
Wieczorem już docieramy do zamku rodu von Baehr w Edole. Pomarańczowo otynkowana bryła warowni przetrwała od do czasów współczesnych w formie mocno przekształconej, zwłaszcza pracami budowlanymi z XIX i z początku XX wieku, kiedy to przeprojektowano elewacje i wnętrza w stylu neogotyckim. Zwiedzanie zamkowego muzeum pozostawiamy sobie na dzień kolejny.
Dzień piaty: 196 km, Edole- Alsunga-Użawa-Windawa- Latarnia morska Ovišu- Irbene- ujście rzeki Irbe-Kolka
Edole
Zamek w Edole którego początki sięgają najprawdopodobniej XIII w należał do biskupstwa kurlandzkiego i w 1559 roku wraz z całym biskupstwem został sprzedany królowi Danii Fryderykowi II. Tenże przekazał go wraz z innymi dobrami w 1561 roku rodzinie von Baehr i w ich rękach pozostał aż do początków XXw. Spalono go w 1583 roku, w czasie zatargu polskiego króla Stefana Batorego z Danią i powtórnie w czasie wojen polsko – szwedzkich w 1617 i 1622 roku. Za każdym razem był odbudowywany coraz bardziej zatrącając charakter średniowiecznej twierdzy. Obecny stan budynku to efekt ostatniego remontu z 1992 roku. Na dzień dzisiejszy budynek pełni role hotelu ale też można zwiedzić historycznie urządzone sale, wystawy, wejść na wieżę.

Alsunga
Kolejna miejscowością na trasie której nie chcieliśmy pominąć jest miejscowość która jest centrum lokalnej społeczności Suitów. Kimże są wspomniani ludzie? To efekt zmian w lokalnej społeczności będącej efektem miłości Jana Ulryka Szweryna do polskiej szlachcianki Barbary z Konarskich. Przeszedł on dla niej na katolicyzm. Do ceremonii ich ślubu doszło w 1619 roku. Wraz ze swoim feudałem wiarę zmieniła wówczas znaczna część jego poddanych. Powstała w ten sposób społeczność, izolowana przez niechętnych im, luterańskich sąsiadów która wykształciła specyficzne zwyczaje takie jak kobiecy śpiew z burdonem, gra na dudach, lokalne obrzędy weselne i barwne stroje ludowe. W 2009 roku ich kultura została wpisana na Listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego wymagającego pilnej ochrony.
Co zastaniemy na miejscu? Zamek który pierwotnie był XIVw. ufortyfikowanym domem zakonnym, obecnie niebyt efektowny, kościół katolicki z XVIIIw. ale także wzgórze nieopodal świątyni na którym kiedyś zlokalizowany był Bałtyjski gród.

Užava
Jak zwykle bocznymi, tymi nie zaasfaltowanymi drogami ponownie zmierzamy ku bałtyckiemu wybrzeżu. Gdzie dotrzemy? Do ujścia rzeki Užava, mijając miejscowość o tej samej nazwie z XVII wiecznym kościołem. I w tym miejscu warto wspomnieć jak inna, jak dostępna turystycznie jest Łotwa. Pomysł na przejazd wzdłuż wybrzeża pobrałem z wikiloca żeby nie wymyślać koła na nowo. I słusznie, dzięki temu trafiliśmy od razu na udostępnione szlaki, omijając zakazy wjazdu i szlabany. Bo tu dojechać i biwakować można prawie przy samej plaży. Potem długa trasa gdzie od Bałtyku dzieli nas tylko nadmorska wydma i szlak po offroadowej ścieżce do samej Windawy.

Windawa
Jest to na pewno bardzo ciekawe miasto, które jednak omijamy. Przewodnik wspomina, że znajdziemy tu zamek krzyżacki z końca XIII wieku z bezcennymi malowidłami ściennymi a w nim jeszcze muzeum historii miasta. Też stare miasto o charakterystycznej niskiej, w większości drewnianej zabudowie. To w tutejszym porcie książę Jakub Kettner zbudował flotę, która ruszyła na podbój zamorskich kolonii (więcej o mieście). Żeby to wszystko zobaczyć jednak trzeba czasu a drogę mamy przed sobą daleką. Wstąpimy wiec tylko do sowieckiej baterii obrony wybrzeża i pobliska plażę i… już jedziemy dalej.

Latarnia Ovišu
Zanim tu dotrzemy zbaczamy w tutejsze lasy, w kierunku morza. Niezwykłość wybrzeża jakie dane będzie nam zobaczyć objawia się w wąskim pasku plaży zwalonym drzewami, jest aż gęsto od pni. To zdarzy nam się jeszcze zobaczyć później ale tu, zatrzymawszy się na dzikiej drodze parę metrów od morza widzimy to pierwszy raz.
Sama latarnia jak się okazuje już jest nieczynna a szkoda… Jej budowę rozpoczęto 1807 roku ale ze względu na wojnę z Napoleonem ukończono dopiero w 1814. Dziś położona tylko 360m od wybrzeża doświadcza tego co widzieliśmy na plaży czyli zabierania lądu przez morze. Bo budowano ją w odległości aż 2 km od linii brzegowej.

Irbene
Tylko parę kilometrów od głównej, wyasfaltowanej szosy P124 znaleźć można miejsce niezwykłe, z pozoru opuszczone, a jednak działające do dziś. Jest nim dawny kompleks „Gwiazda” czyli stacja radioastronomiczna którą ZSRR wykorzystywało do celów szpiegowskich, w tym przechwytywania sygnałów radiowych i rozmów telefonicznych NATO. W latach 60-tych XXw zbudowano tu trzy wielkie radioteleskopy: Uran (8m), Pluton (16m), Saturn (32m), oraz całe miasto dla pracujących w bazie wojskowych oraz ich rodzin, w sumie 2000 osób. Co znajdziemy tu dziś? Zza płotu straszą resztki opuszczonych osiedli, widać też talerze radioteleskopów (dwa największe nadal działają) oraz bramę zamykającą dostępu. Jednak teren ten można zwiedzać po wcześniejszym umówieniu.

Ujście rzeki Irbe
Naszym celem jest przylądek Kolka, jednak zanim tam dotrzemy zboczymy na chwile do ujścia rzeki Irbe. Jest wieczór, od morza zimny wiatr nawiewa kłęby mgły, tworzy się magiczny klimat lasu i wody przeplatanej nieostrością zawieszonej w powietrzu wody. To raczej popularne miejsce na dziki kamping jednak i my znajdziemy dla siebie kawałek brzegu z którego zamiast morza widać wydmę oddzielającą rzekę od morza.

Przylądek Kolka
Ostatni punkt na dziś. Na miejscu spory płatny parking (wieczorem nie ma nikogo kto chciałby te pieniądze pobrać) i po krótkim spacerze jesteśmy. Czym jest cypel na który trafiliśmy? Kolka to najbardziej na północ wysunięty fragment Półwyspu Kurlandzkiego. Zarzucone w samym jego końcu zwały gruzu zapobiegają jego zmyciu ale też… są przystania dla fok. I jedna tego wieczoru przywiodło w to miejsce.

Dzień szósty: 164 km Kolka-Biała Wydma-Jezioro Engure-Uzdrowisko Kemeri
Kolka
Z tej miejscowości przyjdziemy jeszcze raz na pobliski przylądek pieszo, plażą. To co tu się dzieje to ciąg dalszy widzianego w pobliżu Ovisu zjawiska czyli zabierania brzegu przez morze. Aż gęsto od wyrwanych z korzeniami pni drzew porozrzucanych bezładnie na wąskiej kresce piasku. Na samym przylądku znajdziemy też zainstalowany w 2002 roku pomnik „Zabranym przez morze”, autorstwa rzeźbiarza Ģirtisa Burvysa, oraz wieżę widokową.

Wracamy do miejscowości która też jest warta uwagi. Tutejsze wybrzeże to miejsce gdzie żyją ostatni z ludu Liwów, ludności posługującej się własnym, innym niż łotewski językiem bo należącym do grupy języków ugrofińskich, spokrewnionym blisko z językiem estońskim i fińskim. W okresie okupacji sowieckiej byli oni poddawani dotkliwym represjom. Zabroniono im np. kontynuowania tradycyjnego rybołówstwa. Wielu z nich zostało też wysiedlonych na Syberię. W 1955 na ich terenach powstała radziecka baza wojskowa co spowodowało przymusowe przesiedlenie na obszary położone dalej od morza.
Dziś Liwowie zostali uznani za mniejszość etniczną a ich język wprowadzony do szkół podstawowych. Ten naród obecnie liczy niespełna 250 osób, z czego większość żyje w 12 wioskach na terenie Wybrzeża Liwskiego. W Kolce znajdziemy Dom Liwów – bardzo ciekawe miejsce gdzie w małej salce, na ścianach poukrywane są drzwiczki otwieranie których to odkrywanie dawnej historii tego ludu. Znajdziemy również kościoły, luterański, prawosławny i najbardziej klimatyczny – katolicki – zbudowany z drewna.

Biała wydma
Miejsce to jest zlokalizowane przy trasie P131. Urządzono je w postaci drewnianego pomostu biegnącego wzdłuż sztucznego kanału który łączył rzekę Pilsupe z morzem. Ponieważ woda w nim zaczęła meandrować odsłania coraz bardziej ogromne usypisko piachu przez którą się przekopano. Może nie jest to najbardziej efektowna miejscówka ale daje wgląd jak powstał półwysep kurlandzki, jak tworzyły go kolejne warstwy nanoszonego piasku.

Jezioro Engure
To trzecie pod względem wielkości jezioro Łotwy o powierzchni 40,5 km² warto odwiedzić ze względu na niezwykłe miejsce jakie znajdziecie na jego brzegu. Chodzi o wieżę widokowa zlokalizowaną w pobliżu Bazy Ornitologicznej. Aby tam dotrzeć konieczny jest niezbyt długi spacer przez las a potem po przekroczeniu ogrodzenia: łąki. Na trawiastych terenach wokół pasą się krowy i konie. Te ostatnie są bardzo dobrze zaznajomione z turystami i czyhają na nich aby żebrać o marchewki czy jabłka (weźcie je ze sobą jeśli chcielibyście je karmić z ręki). Widok z samej wieży też jest wart polecenia. Na małych wysepkach, za wodą rozdzielającą cypelki mieliśmy szczęście obserwować ogromne ilości różnego ptactwa gniazdującego w trawie. Do jego obserwacji znajdziecie dedykowana lornetkę na monety. Warto.

Po drugiej stronie jeziora, zlokalizowana jest również wypożyczalnia łódek. I nawet do nie dotarliśmy z zamiarem penetrowania bezkresów wody właśnie za pomocą wioseł. Jednak zmiana pogody definitywnie zakończyła podjęcie takiej próby.
Uzdrowisko Kemeri
Koniec dnia mamy zaplanowany w Jurmale. Nazwa ta w stosunku do miejsca gdzie się zatrzymamy jest raczej myląca. Niegdyś na wschód od Rygi istniała cała sieć miasteczek, które dopiero w okresie okupacji sowieckiej połączono w jeden organizm, Jurmałę. Nasz cel to dawne Uzdrowisko Kemeri. Nie łączy się ono wprawdzie z pozostałymi częściami nowego miasta i jest raczej ludzka kroplą rzucona w bezmiar lasów, jezior, bagien, jednak i ono jest częścią nadmorskiego kurortu Jurmała. Zanim do niego dotrzemy, jeszcze wieczorową porą, w zupełnej samotności bo bez nikogo poza nami spenetrujemy jedną ze ścieżek przyrodniczych.

Dzień siódmy: 251 km, Park narodowy Kemeri-Ryga-Sigulda
Ten dzień to bagno, bagno w dosłownym znaczeniu bo będziemy szwendać się po ścieżkach Parku Narodowego Kemeri. Założony dosyć niedawno bo w 1997 roku, zajmuje powierzchnię 381,65 km² i bagna stanowią tu blisko 1/3 powierzchni. I to bardzo chciałoby się zobaczyć. Zanim jednak ruszymy na piesze ścieżki zerkniemy również do pobliskiego uzdrowiska.
Uzdrowisko Kemeri
Mała miejscowość, której najważniejszym miejscem jest uzdrowisko powstałe jeszcze w XVIII wieku powoli podnosi się z upadku jakiego doznało gdy odszedł stąd Związek Radziecki. Poza uzdrowiskiem i paroma hotelami i drewnianymi domami ze smutnymi, jeszcze nie odnowionymi fasadami nie ma tu nic, ani restauracji, ani kawiarni, barów, o tym pamiętajcie jadąc tu z nadzieją na kolacje. Jest za to stacja kolejki dla tych którzy chcą tu dojechać pociągiem.
Podróż przez miasteczko to obowiązkowe odwiedziny w powstałym w połowie XIXw parku, w którym dumnie pręży się świeżo odnowiona wieża ciśnień z tarasem widokowym. Potem jeszcze „biały liniowiec” czyli ładnie odnowiony budynek dawnego hotelu Kemeri zbudowany na przełomie XIX i XX wieku. Pod koniec lat 30. XX wieku był to jeden z najnowocześniejszych hoteli w Europie i mógł pomieścić ponad 100 gości. Jeszcze spacer przy pawilonie na Wysepce Miłości, z 1928 roku, Cerkwi Prawosławnej Świętych Apostołów Piotra i Pawła z 1893 roku w stylu drewnianych kościołów typowych dla północnej Rosji; pomniki założycieli kurortu Kemeri, pierwszych lekarzy, którzy tu pracowali, oraz żołnierzy poległych w czasie I i II wojny światowej (więcej o uzdrowisku). I już jedziemy na szlak.

Park Narodowy Kemeri
Życzliwy pan z obsługi hotelu w którym mieszkaliśmy, na mapie parku zaznacza te najciekawsze miejsca spośród bardzo wielu tras jakie mamy do wyboru. Pierwszą z nich będzie Trzcinowy Szlak Jeziora Kaņiera. Nazwa bardzo adekwatna, część drogi to podróż w morzu falujących trzcin po pływających pomostach. Po ich przejściu mamy dotrzeć do wypożyczalni łódek i ruszyć na szare wody jeziora które w dużej części pokryte jest trzcinowymi wyspami z ogromna ilością ptaków. Nie dotarliśmy tam, mały błąd i już wracamy do samochody by pilnie szukać chirurga. Po prostu komarów i gzów jest tu tyle że do walki z nimi wykorzystać chciałem trzcinę. Przy jej zrywaniu dowiedziałem się jak wyglądają moje palce od środka, paskudne rozcięcie… Jurmała i chirurg. Właściwie wejście bez kolejki i niestety lekarz stwierdza że nawet tego nie będzie oglądał, być może przecięte są nerwy a to trzeba szyć pod mikroskopem. Odsyłają nas do Rygi. Na odchodne pielęgniarka która nawrzeszczała na tego ruskiego że nie rozumie (dukałem swoja historie po rosyjsku) i zmitygowawszy się że turysta z Polski to jednak może nie znać dobrze tego języka, podsuwa adres zwykłej przychodni w Rydze z sugestia żeby spróbować najpierw tam. Tamże odważniejszy lekarz zobaczył co miał zobaczyć i zrobił swoją robotę igłą i nitką. Trzy godziny wyjęte z życiorysu. Nawet sprawnie poszło… Wracamy na szlak, łapa spuchnięta, nie nadaje się ani na łódki, ani na kajaki jakie mieliśmy później w planie.

Szlak przyrodniczy jeziora Sloka jaki wybieramy do peregrynacji to zupełnie inna historia niż poprzednie morze trzcin. Tym razem drewniane pomosty biegną w bagiennym lesie. Pięknie to wygląda choć komary i gzy takie jak wszędzie. Unikam zrywania trzcin…

Jednak najbardziej efektowna trasa jaką dziś zobaczyliśmy to ta oznaczona numerem 1 na mapie czyli biegnąca po kładkach przez bagna Lielais. To całkiem długa, kilkukilometrowa wycieczka ze skrótem dla znudzonych. I tu doświadczyć można najbardziej efektownych widoków na bagienne klimaty z małymi oczkami wody i pomostem wijącym się wśród karłowatych drzewek między nimi. Gdyby ktoś chciał zobaczyć tylko jedno miejsce w parku to ten szlak najbardziej wart jest każdej spędzonej na nim minuty.

To co warto jeszcze tu zobaczyć to Łąki Dunduri z odtworzoną rzeką Slampe. Jeszcze niedawno była nie mniej niż tylko dwoma kilometrami rowu melioracyjnego ale przywrócono ja do naturalnego wyglądu, tworząc meandry o długości 4,6 km. Znajdziecie tu dwie wieże widokowe ale nie tylko. Gdy przybywamy tu wieczorem powietrze wibruje od ryku ogromnych, czarnych byków potykających się w pojedynkach. Ogromne stado, przemieszane z konikami polskimi. A wszystko to zupełnie na swobodzie, odgrodzone tylko elektrycznym pastuchem od cywilizacji i drogi.

Tu kończy się przygoda, której szukamy na szutrowych szlakach. Późna pora sprawia, że wybieramy najprostszą i najszybszą drogę w kierunku do kolejnego punktu wyjazdu – Siguldy.
Dzień ósmy: 14 km, Turaida-Krimulda-Sigulda
Ten dzień będzie zupełnie inny niż poprzednie, ten dzień po prostu da nam wiele satysfakcji poprzez obejście okolicy na własnych nogach, minimalnie tylko używając samochodu właściwie wyłącznie do podjechania do pobliskiej Turaidy.
Turaida
Obecnie administracyjnie jest to jedna z części pobliskiej Siguldy. To co najważniejsze i warte zobaczenia to zamek z czerwonej cegły, zbudowany w 1214 przez Alberta – założyciela i biskupa Rygi. Prowadzi do niego droga przez Wzgórze Kościelne, obok kościółka z 1753 roku, najstarszego drewnianego w kraju. Obok niego, wśród starych lip, znajduje się Grób Mai, nazywanej ze względu na wyjątkową urodę Różą z Turaidy. Marmurowa tablica z datami 1601-1620 u stóp potężnej lipy przypomina legendę o pięknej dziewczynie zamordowanej podstępnie przez naszego krajania, oficera wojsk polskich imć Jakubowskiego. Kochała innego, odrzuciła jego zaloty gdy spotkał ja w pobliskiej grocie i tego spotkania nie przeżyła.

Sam zamek w początkowym etapie swojego istnienia nosił nazwę Fredeland, co w tłumaczeniu na polski oznacza „kraina pokoju”. Na kartach historii twierdza zapisała się w 1298 roku, jako światek zaciętej i krwawej batalii pomiędzy najeżdżającymi te tereny Litwinami, a Zakonem Kawalerów Mieczowych. W walce z wojskami wielkiego księcia litewskiego Witenesa poległ wówczas mistrz zakonu Bruno. W kolejnych wiekach nazwa zamku została zmieniona na Treyden. Wtedy też stanowił on jedną z głównych siedzib biskupów Ryskich. Na przełomie XIV i XV wieku warownia została gruntownie rozbudowana i ufortyfikowana. Z początkiem XVII wieku wraz z wynalezieniem broni palnej zamek powoli zaczął tracić swoje swoje strategiczne znaczenie. W 1776 roku warownię nawiedził pożar w wyniku którego dotkliwie zniszczona została większość pomieszczeń mieszkalnych budowli. Ostatecznie zaniedbany i zniszczony został opuszczony po czym stopniowo zaczął popadać w coraz to większą ruinę. Sytuacja ta trwała aż do początku XX wieku, kiedy to przeprowadzono pierwsze prace konserwatorskie. Po II wojnie światowej zamek odbudowano przywracając mu jego pierwotny kształt. Obecnie w zrekonstruowanych salach znajdziecie wiele tematycznych wystaw (więcej o zamku).

Jaskinia Gutmana
Ta raczej grota niż jaskinia, wyżłobiona w piaskowcu była miejscem wspomnianej wcześniej tragicznej śmierci Róży z Turaidy. Romantyczna historia związana z nią ściąga tu wielu ciekawskich. Bardzo wielu z nich chce zostawić po sobie pamiątkę w postaci wyżłobionych na ścianach pamiątkowych napisów. Najstarsze jakie wypatrzyłem pochodziły z XIX wieku choć podobno można znaleźć i dużo wcześniejsze…

Zamek Krimulda
Pieszy szlak przez leśne wzgórza ponad szosą jaki wybieramy jest wyzwaniem. Strome schody, spacer przez las, strome schody w dół i znów wysoko do góry po drewnianych stopniach. Gdyby iść dołem zapewne byłoby prościej ale tu mamy wyzwanie, swoja ścieżkę. Na wzgórzu zamkowym widok na Turaidę i już za chwile ruiny.
Warownia powstała w 1255 roku, własność biskupów ryskich była wielokrotnie świadkiem walk pomiędzy nimi a Zakonem Kawalerów Mieczowych a potem ich następcami Zakonem Krzyżackim. W 1312 roku zajęli oni nawet twierdzę na sześć lat. W czasie I wojny północnej w 1558 roku Kremon (niemiecka nazwa Krimuldy) zajmują wojska moskiewskie. Po kilku latach wojen Krimulda wraz z okolicznymi ziemiami znalazła się w granicach Rzeczpospolitej. Zamek w 1566 roku stał się siedzibą starosty kremońskiego. W 1601 roku zajęty przez wojska szwedzkie. Szwedzi wycofując się z zamku nie mogąc go utrzymać wysadzają jego mury powodując pożar. Od tego momentu obiekt pozostaje w ruinie.

Dwór Krimulda
Nieopodal zamku znajdziemy jeszcze dwór wzniesiony w 1822 roku w stylu klasycyzmu przez Johann Georgi Levena. W jego okolicy zlokalizowane są jeszcze budynki folwarczne powstałe w większości w latach 1893–1902 czyli dom zarządcy, stajnia – wozownia, stodoła, oraz dawny dom szwajcarski. Ten ostatni jest jednym z nielicznych zachowanych przykładów zabudowy w stylu pensjonatu, typowej dla tych stron w XIX wieku. W latach 1920–1924 na Łotwie przeprowadzono reformę rolną i państwo przejęło majątek przekazując go pod zarząd Łotewskiego Czerwonego Krzyża który utworzył tu jedyny wówczas na Łotwie ośrodek leczenia gruźlicy kości. Obecnie znajduje się tu hotel oraz ośrodek rehabilitacyjny a budynek dworu wyremontowano w latach 2019-2020.

Kolejka linowa
Na drugi brzeg rzeki pojedziemy wagonikiem kolejki linowej. Jest to najstarsza tego typu konstrukcja w krajach bałtyckich, otwarta już w 1969 roku. Łączy dwie krawędzie doliny rzeki Gauja, oferując widok ładny widok na rzekę ale też zamki w Siguldzie, Turaida i Krimuldzie. Kolejka to też możliwość skorzystania z zabawy wymagającej więcej odwagi. Mianowicie z lewego brzegu rzeki na linie nośnej można zjechać wprost w kierunku wagonika na tyrolce. Posiada on oczywiście odpowiedni odbojnik by rozpędzeni śmiałkowie się nie rozbili. Potem są oni pchani przez wagonik do góry a większość pasażerów robi im zdjęcia na co nie mogą nic poradzić bo wiszą tuz przy oknie jak kokony. Inna zabawa to skoki na bungee. Z pobliskiego mostu widać jak z wnętrza zawieszonego wysoko wagonika wypada człowiek na linie, odbija się kilka razy nie sięgając lustra wody nad którym jest zawieszony i po wszystkim cały czas głową w dół jest ciągnięty do brzegu rzeki gdzie przejmuje go obsługa.

Sigulda
Symbol miasta to żółta, wzorzysta laska podróżnego, znak że miejsce to już od XIX w. było celem licznych wycieczek, w których solidny kawał, dobrze uformowanego drewna była pomocny. Także dziś miasto przyciąga malowniczą dolną rzeki Gauja, z czerwonymi skałami wyrastającymi z brzegu. Znajdziemy tu również ruiny zamku zbudowanego w 1207 roku przez Zakon Kawalerów Mieczowych ale i efektowny Nowy Zamek powstały już w XIXw. Średniowieczna twierdza to niegdysiejszy Siegewald (Las zwycięstwa). Po wojnach ze Szwecją, w 1562 stał się częścią Księstwa Inflant, a od 1566 roku rezydencją namiestnika Inflant Jana Hieronimowicza Chodkiewicza.

Dzień dziewiąty: 196 km, Sigulda-Ligatne-Skaļupes-Gaizinkalns-Cesvaine
Ligatne
Trafiliśmy tu właściwie przypadkiem, przeszukując mapy w okolicach Siguldy i bęc. W oczy rzuca się leśna osada, która jeszcze do niedawna była ważnym centrum wytwarzania papieru. Okolica to zniszczone budynki fabryczne z czerwonej cegły, wiele charakterystycznych, drewnianych domów budowanych już od XIX w. dla pracowników, zbocza z piaskowca pocięte otworami jaskiń wykutych na magazyny. Przez osadę, która od 1992 roku nosi dumnie miano miasta, choć nie bardzo na nie wygląda prowadzi szlak pociągnięty przez najciekawsze okoliczne zabytki i atrakcje.

Ligatne to również przyrodnicze ścieżki, ze zwierzętami takimi jak niedźwiedź, dziki, jelenie, ale i te mniejsze w rodzaju sów, wiewiórek i innych. Bardzo przyjemna wycieczka po lesie, szczególnie jeśli podróżujecie z dziećmi i chcielibyście im pokazać na żywo jak wyglądają takie zwierzęta.

Co ciekawe to tu widzieliśmy jedyny na Łotwie działający prom rzeczny (zlokalizowany w okolicy dużego dobrze wyposażonego kampingu). Sam prom mieści dwa osobowe auta i przemieszcza się po rzece tylko dzięki jej nurtowi, bez dodatkowego napędu.

Skalupes
To co tu znajdziemy to niepozorny budynek Ośrodka Rehabilitacyjnego Ligatne. Nic specjalnego, szara bryła budynku, zwyczajny, duży pamiętający lata 80-e hol. Ale cała magia dzieje się pod ziemią. W recepcji Ośrodka wykupić można bowiem bilet wprost w lata 80-te gdy na świecie trwała zimna wojna i ZSRR liczył się z atakiem atomowym. Ukryte drzwi, klatka schodowa poprowadzona 15 metrów pod ziemię i już jesteśmy w tajnym schronie przewidzianym dla kierownictwa Łotewskiej Republiki Socjalistycznej. Obiekt jest ogromny, posiada łącznie 90 pokoi o powierzchni ponad 2000 metrów kwadratowych, niezależne zasilanie, oczyszczacz powietrza, własną studnię głębinową z wodą pitną, kuchnię i stołówkę oraz oczywiście wszelkie udogodnienia komunikacyjne, które w latach 80. XX wieku były (radzieckim) najnowocześniejszym rozwiązaniem.
My decydujemy się na wycieczkę z przewodnikiem z języku rosyjskim. Wycieczki z angielskojęzyczne odbywają się w soboty i niedziele o 12:00, 14:00 i 16:00; w dni powszednie o 15:00, ale tylko dla grup (minimum 10 osób). Teoretycznie wymagana jest wcześniejsza rezerwacja ale nam udało się po prostu przyjść i kupić bilety (więcej o obiekcie).

Gaizinkalns
Dalsza trasa tego dnia to szlak, którym chcemy zobaczyć jak najwięcej z lokalnych klimatów Łotwy. Będą wiec szutrowe drogi, protestanckie kościoły, opuszczone drewniane domy. Tak dotrzemy aż do Ogresmuiža, nad rzeka Orge gdzie po prostu odbijamy się kolejny raz od brzegu rzeki (Orge) nad która nie ma mostu. Tu zapada decyzja że pora na przyspieszenie podróży i jazdę asfaltem w kierunku na najwyższy szczyt Łotwy.

Ten znajdujący się na Pojezierzu Liwońskim trawiasty wzgórek posiada 312 m n.p.m.. Bycie najwyższym szczytem kraju zobowiązuje – maja tu nawet wyciąg narciarski na zimowe okoliczności. Poza satysfakcją wejścia tych parę metrów w górę nie ma tu jakoś spektakularnych widoków.

Wieczór to droga w kierunku miasteczka Cesvaine. Zamek i posiadłość Adolfa Gerharda Borisa Emilavon Wulfow zobaczymy już jutro.
Dzień dziesiąty: 190 km, Cesvaine-Jezioro Łubań-Varklani-Preili-Aglona
Cesvaine
W miejscu jakie jedziemy zobaczyć stał niegdyś Zamek Sesswegen (więcej o zamku), jedna z najbardziej na wschód wysuniętych warowni arcybiskupstwa ryskiego, wybudowana najprawdopodobniej pod koniec XIV wieku. Od 1559 roku z krótkimi przerwami znajdował się we władaniu państwa polsko – litewskiego. W 1625 roku zajęli go Szwedzi a wojna z Rosją doprowadziła do unicestwienia twierdzy w 1656 roku. W 1661 opisywany był on już jako niezdatna do użytku ruina. Niestety została ona prawie całkowicie usunięta gdy podjęto decyzję o budowie na jej miejscu neogotyckiego pałacyku. Zaledwie trzy lata (od 1893 do 1896) zajęło właścicielowi Adolfowi Gerhardowi Borisowi Emilowi von Wulfowi zbudowanie nowego dworu zaprojektowanego przez znanych berlińskich architektów H. Grisebacha i A. Dinklage. Aby stworzyć wrażenie starej architektury, Zamek Cesvaine został zbudowany z kamienia polnego, wykorzystując elementy architektury romańskiej, gotyckiej, renesansowej i secesyjnej. Jak wiele tego typu obiektów został znacjonalizowany po uzyskaniu niepodległości przez Łotwę. Od 1919 do 2002 roku mieściła się tu szkoła, aż do czasu, gdy pożar zniszczył dach zamku. Po pożarze zamek został odbudowany ale uczniowie nie wrócili już do jego sal, jest obecnie przywracany do stanu pierwotnego, spod farby wydobywane są stare freski, meblowane i urządzane historyczne pokoje oraz wystawy.

Zamek robi wrażenie ale warto tez poszwędać się w najbliższej okolicy by obejrzeć pozostałe budynki wielkiej posiadłości von Wulfa. Nam przytrafiła się przyjemność spotkania miejscowego artysty, który z swoja sztukę tworzy z odlewanego betonu. Jak się okazało spod jego ręki wyszło też wiele elementów właśnie odrestaurowanego zamku – m.in. herb na głównej fasadzie budynku.

Jezioro Łubań
Droga poprowadzona szutrowym szlakiem doprowadzi nas do wielkiej wody. Przed nami największe jezioro Łotwy o powierzchni 80,7 km². Jednak gdy oglądamy je z północnego brzegu bezmiaru tafli wody nie widzimy wcale, nawet z wież widokowych. Jest bardzo płytkie, pocięte przez wysepki trzcin. W tym zielonym bezkresie zadziwia ogromna ilość par czapli białej, gdy jedziemy wzdłuż zarośniętego brzegu mijamy kolejna tak co 5o metrów. Inna kwestia to szaleństwo w postaci Barszczu Sosnkowskiego. Ta ogromna i niebezpieczna roślina porasta gęsto skraj drogi. Gdzie niegdzie ktoś już ten chwast wycina ale nadal jest go bardzo dużo.

Musicie wiedzieć, że to co widzicie to nie ten historyczny z zbiornik, który w czasach I Rzeczypospolitej stanowił granicę Inflant Polskich i Inflant ( miejscowa ludność brzeg zachodni nazywała szwedzkim, a wschodni – polskim) ale efekt spiętrzenia wody przez układ tam i rowów wybudowanych po 1926 roku, kiedy okolica uległa niszczycielskim powodziom. Przez co obecnie zajmuje nawet 3x większą powierzchnie niż niegdyś.
Varaklani
To obecnie bardzo podupadłe miasteczko w XVIII wieku należało do dóbr spolszczonej rodziny szlachty inflanckiej – Borchów. W Warklanach urodził się syn kanclerza wielkiego koronnego Jana Andrzeja Borcha – Michał. Jemu też poświęcona jest duża wystawa w pałacu w którym mieszkał. Sam dwór, zbudowany w latach 80-tych XVIII wieku według projektu włoskiego architekta Vincenza Mazzottiego zaliczył niedawno spory remont, jednak jego wnętrza nadal są przywracane do świetności.

W samej miejscowości znajdziemy jeszcze ogromny kościół katolicki wzniesiony z fundacji Michała Jana Borcha w tym samym czasie co pałac oraz kaplicę rodowa w kształcie rotundy.

Preili
Miejscowość do której właśnie wjeżdżamy to kolejna pamiątka po wielkim rodzie Borchów, pochodzącej z Westfalii szlachty, która osiągnęła wielkie znaczenie w czasach państwa krzyżackiego (Bernard von de Borch był mistrzem krajowym Inflant) a potem zyskała wysoką pozycję i wpływy w Rzeczpospolitej. Miejscowe dobra należały do tej rodziny przynajmniej od połowy XVIw. Niegdyś w okolicach obecnego pałacu stał zamek, zniszczony gdy do Inflant wkroczył Iwan Groźny (jego pozostałości nadal można znaleźć w parku). To co znajdziemy tu teraz to całkiem niedawno odremontowany pałacyk, którego historia sięga lat 30-tych XIX wieku gdy powstała idea budowy nowej siedziby rodu w stylu neogotyckim.

Dzień jedenasty: 190 km, Agłona-Folvarka-Aulejas-Dyneburg
Już od dnia wczorajszego, gdy przekroczyliśmy historyczna granicę danych Inflant Polskich widać jak inny krajobraz przelatuje za szyba auta. Pierwsza rzecz to wioski. Dotychczas mijaliśmy raczej pojedyncze, wyspowe gospodarstwa a teraz nasz szlak przecina bardziej zwarta zabudowę. Ludzie tu mieszkają inaczej i jest ich jakby więcej. I zwyczaje i wiara inna. Bo wcześniej świątynie to raczej protestanckie kościoły. A teraz pojawiają nam się drewniane ale i murowane cerkwie takie jak Bikierniekach, Lipińskich, Folvarce. Ale też kościoły katolickie, począwszy od tego monumentalnego w Agłonie jak i Aulejas czy Izvaltas. I cmentarze. Dla nas zadziwiające zjawisko umieszczania cmentarzy po lasach, z daleka od siedzib ludzkich ustępuje tu z znajomej tradycji grzebania zmarłych przy kościołach. Tą różnice widać również w statystykach. Okolice Dyneburga to obszary gdzie ludność rosyjskojęzyczna stanowi pomad 50% społeczeństwa.

Dzień jedenasty: 119km, Agłona – Góra Chrystusa Króla – Dyneburg – powrót
Agłona
Startujemy z miejsca które przez Polaków nazywane bywa „łotewską Częstochową” . Budynek Bazyliki Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny powstał w latach 1768-1780 w stylu barokowym, na planie krzyża, z dwiema wieżami wysokości ok. 60 m. Już w początkach swojego istnienia za sprawą cudownego wizerunku Matki Bożej miejscowość stała się ośrodkiem ruchu pielgrzymkowego, który dziś gromadzi około 300 000 wiernych rocznie.

Góra Chrystusa Króla
Miejsce to wypatrzyliśmy z głównej asfaltowej drogi a że wyglądało niesamowicie postanowiliśmy popatrzeć na nie z bliska. W googlach można znaleźć informacje że otwarto je w 2006 roku. Na miejscu znajdujemy drewniany kościółek na wzgórzu ze starannie wypielęgnowana roślinnością oraz całą masę rzeźb wokół. Podobno znajduje się tu ponad 220 różnych figur i ich kompozycji, zajmujących powierzchnię około 20 ha. Powstały spontanicznie staraniem artystów, którzy podczas wiosennych warsztatów tworząą nowe rzeźby i odnawiane są stare.

Dyneburg
Tu pożegnamy się z Łotwą, mięliśmy po prostu go minąć i pojechać z pełna szybkością na jaka pozwala szosa wprost ku domowi. Jednak przejeżdżając przez miasto, może niezbyt urodziwe zaskakuje fakt że w obrębie okolic jednego skrzyżowania znajdują się tu cztery wielkie świątynie, każda innego wyznania. Przepięknie malowany na biało i niebiesko Sobór Świętych Męczenników Borysa i Gleba, biała, barokowa bryła Kościoła Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny , ceglana i oszczędna w wyposażeniu Katedra Marcina Lutra oraz zbudowany z różowej cegły budynek Cerkwi staroobrzędowców.

Zajrzymy jeszcze do twierdzy powstałej po odzyskaniu Inflant przez Polskę z inicjatywy króla Stefana Batorego. Lokował on wówczas nowe miasto Dyneburg, któremu 26 marca 1582 roku nadał prawo magdeburskie. Swój największy rozkwit miasto i twierdza odnotowały na początku XIX wieku. Dziś pomimo, że jest to drugie ludnościowo miasto na Łotwie mieszka tu mniej ludzi niż wówczas i w większości jest to ludność rosyjskojęzyczna.

Stąd już bardzo blisko do granicy. Czas wracać…































