Warszawa, Polska
+48 609446889
irek@bluephoto.pl

Korsyka 2018 – DZIEŃ DZIESIĄTY – Ponte Leccia – Ponte Novu – San Michele – Serra di Pignu – Bastia

Ireneusz Rek Fotografia

 

 

Poniewieramy się po wyspie i jej bardziej znanych i nieznanych zakątkach już od ponad tygodnia. Tak, niestety przychodzi i ta chwila gdy  z wysokiego pokładu promu pożegnamy to piękne miejsce i ruszymy na północ, w kierunku obowiązków i konieczności dnia codziennego. Zanim jednak to nastąpi mamy jeszcze jeden, ostatni już dzień, który wykorzystamy na przedostanie się lokalnymi drogami z Corte do portu promowego w Bastii.

 

 

Ponte Leccia

Podczas okupacji Korsyki przez Pizzę i Genuę między XIII a  XVIII wiekiem zbudowano wielką liczba kamiennych mostów, które miały fundamentalne znaczenie dla rozwoju regionu, ponieważ drogi i mosty były niezbędne do transportu głównych produktów na wyspie: pszenicy, wina, oliwy z oliwek i kasztanów. Wśród serpentyn lokalnej drogi D18 a potem głównej T20 docieramy do miejscowości słynnej właśnie z takiej budowli na rzece Le Golo. Przeprawa ta pomimo wieku jest nadal wykorzystywana i właśnie tym mostem odbywa się główny ruch na trasie. Bardzo trudno znaleźć informacje na jego temat. Strona www.pop.culture.gouv.fr  podaje, że arkady i dolna część przyczółków mogły pochodzić z okresu romańskiego. Mur powyżej zbudowano w XVII lub XVIII wieku. Najstarsze części przeprawy wykonano zielonkawego kamienia.

 

 

Ponte Novu

I kolejny most na trasie, tym razem zniszczony i nie odbudowany. Genueńska przeprawa w Ponte Novu zrujnował nie ząb czasu ale wycofująca się w 1944r niemiecka dywizja pancerna. Miejsce to ma specjalne znaczenie dla Korsykan. To właśnie tutaj w dniach 8 i 9 maja 1769, odbyła się ostatnia, przegrana bitwa o wolność wyspy, wojsk z dowodzonych Pasquale Paoliego z Francuzami.  Bitwa pod Ponte Novo zakończyła trwającą zaledwie czternaście lat niepodległość Korsyki (od 1755 do 1769 roku).

 

 

Kościół San Michele w Murato

Dotrzemy tu wśród górskich klimatów i serpentyn trasy D5. Cienka nitka asfaltu biegnie wzdłuż stromych zboczy od wioski do wioski, by dotrzeć do Murato. To tutaj Pasquale Paoli, w czasie niepodległości wyspy założył mennicę, bijącą monetę wolnej Korsyki. Jednak najciekawszym zabytkiem miasteczka jest romański kościół zbudowany przez Pizzę pod koniec jej panowania nad wyspą. Już na pierwszy rzut oka widać pizańskie wpływy, które przejawiają się w dwukolorowej, pasiastej  elewacji: z ciemnozielonego serpentynitu i wapiennych łupków. Wewnątrz zachowały się pozostałości polichromii z 1370r. ze sceną zwiastowania. Niestety nie widzieliśmy ich, świątynia nie była udostępniona do zwiedzania. Co ciekawe tutejszy kościół jest prawem chronionym zabytkiem już od 1840 roku, co czyni go jednym z najstarszych chronionych obiektów na świecie.

 

 

Serra di Pignu

Mamy jeszcze sporo czasu i chcemy pożegnać się z wyspą. Gdzieś tam wpadła nam informacja o ciekawym punkcie widokowym z którego widać pięknie wybrzeże. W okolicy przełęczy Teghime, znajdujemy mały znak wskazujący na „Serra di Pigno. Jedziemy wąską i stroma drogą przez około 4 km by dotrzeć  do anteny przekaźnika telekomukacyjnego. Tu można zatrzymać auto i wejść na górę aby odkryć wspaniały widok. Wschodnie wybrzeże po jednej stronie, z Bastią u stóp, jeziora Biguglia, kąpielisko Marana i zapierający dech w piersiach widok na różne wyspy archipelagu toskańskiego i zachodnie wybrzeże z drugiej strony, Zatokę Saint-Florent i góry Balagne. Pomiędzy nimi wysokie szczyty Cap Corse. Nam w konstatacji tych widoków przeszkadzały jednak chmury przelewające się poniżej.

 

 

Bastia

Pierwszy dzień spędzony na wyspie zaczęliśmy od zwiedzania miasta więc nie śpieszyliśmy się na jego spotkanie. Po południu mamy w planach zakup biletów na prom, kolacje i rano pożegnamy się z wyspą. Niestety nie obyło się tym razem bez komplikacji. Pod kasą pojawiamy się w czasie gdy trwa sjesta. Czekamy blisko godzinę i… nikt nie przyszedł. Kasjerka pojawia się dopiero po kolejnych 30 minutach. Przy zakupie biletów okazuje się, że są one 3x droższe niż te które kupowaliśmy w Livorno. Na pytanie dlaczego, odpowiada, że… nie rozumie po francusku … Jest bardzo nerwowo ale jakoś trzeba wydostać się z wyspy. Nagrodą jest kolacja. Zamawiam wskazując palcem w menu przypadkową potrawę. Otrzymuję spektakl w postaci wielkiego kręgu żółtego sera, w którym płonie ogień, w którym wyląduje makaron i mam pyszne danie.

 

 

Rano ruszymy na spotkanie z dzieciństwem. Pamiętacie lekturę szkolną zatytułowaną „O psie który jeździł koleją”?  Tak, po drugiej stronie morza znajduje się Piombino, gdzie znaleźć można słynna stacje i monument upamiętniający psinę znaną ze stron książki.

 

 

CZYTAJ TEŻ

Pozostałe wpisy