Z południa do północnych krańców Finlandii jest ponad 1100 km. Jednak nie sama odległość ma tu znaczenie. Ten kraj podzielony jest pomiędzy dwie strefy klimatyczne: południowa jego część leży w strefie klimatu umiarkowanego chłodnego przejściowego. Natomiast północ (w tym Fińska Laponia) jest w zasięgu klimatu okołobiegunowego subpolarnego. Co to oznacza? A mniej więcej tyle że w styczniu średnia temperatura na południowych krańcach kraju to –4 °C ale już północ to –14 °C z rekordem w postaci -51,5°C z 28 stycznia 1999 roku na stacji pomiarowej w miejscowości Pokka właśnie w Laponii.
Do wyjazdu na północ zbieraliśmy się wiele razy ale lód na drogach, mróz zniechęcały. Rok 2025 jednak okazał się bardzo ciepły. W okolicach świąt Bożego Narodzenia w Rovaniemi panowały temperatury w okolicach zera. To sprawiło że decyzja o wyjeździe noworocznym zapadła choć … temperatura jak się okazało nie była aż tak sprzyjająca. Tak po prawdzie to była bardzo na minus ale o tym już później.
PROM
Z Mazowsza wystartowaliśmy w wiosennej aurze. Jeszcze na Litwie zaokienne widoki przedstawiały się mało zimowo, zielona trawka, ciepło, słońce. Zima przyszła nagle. Nie zasypało nas jak podróżujących w podobnym czasie po S7 na kilkanaście godzin ale biało zrobiło się gwałtownie a śnieg z nieba i spod kół innych aut nie cieszył wcale.
Pierwszy nocleg Ryga. Tu plan zakładał romantyczny spacer po starówce, stąd i hotel zarezerwowany wcześniej, ulokowany był blisko historycznego centrum. Nie tym razem jednak. Jest za późno. Rano w podobnych, niesprzyjających podróżowaniu warunkach pędzimy na prom do Tallina. Bilety wykupione wcześniej wiec na bramce wystarczy pokazać dowód osobisty, szlaban się unosi i zostajemy w oczekiwaniu na nabrzeżu. Potem długa rampa i wbijamy nasze auto w bok stalowego kolosa który za dwie godziny z odkładem wypluje nas na drugim brzegu Zatoki Fińskiej, w Helsinkach. Prom zatłoczony. Zbieramy jednak doświadczenia a pierwsze to fakt że jeśli chcesz posiedzieć podczas rejsu przy stoliku to po wyjściu z auta od razu szukasz miejsca. Tą naukę wykorzystamy przy powrocie. Teraz jednak szwędamy się bez sensu po sklepach i pokładach. Wszędzie pełno ludzi siedzących nawet na podłodze czy niskich parapetach okien. Można wyjść na pokład (to info dla palaczy) ale tylko na małą, wydzieloną i osłonietą szklanymi ekranami przestrzeń. I dobrze. Wieje tak że ziąb przenika od razu a i wiatr i śliski pokład nie sprzyja spacerom gdzies dalej.

HELSINKI
Tyle je zobaczymy dziś ile widać przez okno auta. Nic straconego, w drodze powrotnej to nadrobimy ale pierwszy dzień w Finlandii oznaczał coraz więcej śniegu i prognozy mówiące o gwałtownych opadach i spadku temperatury w całym kraju A SZCZEGÓLNIE w Laponii.

LAHTI
Pierwszy dzień to prawie 800 km do przejechania do miejscowości Syöte. Początek zapowiada się dobrze chociaż ilość śniegu który ciągle pada i lśniąca od lodu jezdnia przeraża kogoś to ten śnieg widział dawno temu a nieodśnieżona autostradę chyba nigdy. Jedziemy niespiesznie docierając do miejsca które widzieliśmy w TV gdy każdy Polak śledził sukcesy Adama Małysza. To tutaj w 2017 roku polska drużyna zdobyła swój jedyny drużynowy tytuł mistrzów świata a poza Małyszem błyszczał jeszcze i wygrywał Kamil Stoch. W taki zwykły dzień zaparkowaliśmy przy skoczniach i obeszliśmy je niespiesznie spoglądając na tą dużą i „normalną”. Wszędzie biało ale armatki śnieżne cały czas pracują i produkują biały puch, chyba na zapas.
SUKEVA
Jedzie się potwornie długo i wolno. Na tyle wolno że już z trasy dzwonimy do obiektu w którym mamy nocleg że będziemy około północy. Nie spodziewaliśmy się że te marne 800 km zabierze tyle czasu. W Sukeva mały postój na obiad. Na automatycznej stacji paliw zaśnieżony Mikołaj siedzący na czerwonym traktorze pozdrawia nas z dachu i zachęca do tankowania. Nie trzeba. Trzeba nam cos zjeść i jesteśmy naprawdę na ostatnia chwile bo o 18-ej zamykają pobliski bar.

SYÖTE
Miejscowość do której docieramy okazuje się kurortem narciarskim. Pobliski hotel sypie parą z komina jakiegoś budynku (nie wiem czy specjalnie) która w powietrzu zamarza i już jako biały, lodowy pył opada na wszystko wokół. Wysiadając z auta czuje się jakby drzwi auta były tymi drewnianymi, do szafy które prowadzą wprost do Narni. Biel, wszędzie widzę biel…
Na nocleg mamy instagramowe iglo ze szklanym dachem idealne do obserwowania zorzy polarnej. Na wyposażeniu narty, nic tyko zostać na dłużej. Jednak to Nowy Rok, ktoś już zarezerwował ten obiekt. Zorzy też niestety brak. Przez booking rezerwujemy kolejny obiekt na następną noc. Plan tworzy się na bieżąco.

RANUA
Moja żona nie lubi zimna ale lubi zwierzątka, lubi też spacery po śniegu wiec zgadzamy się że park zwierząt który mamy po drodze musimy zobaczyć. Temperatura bliska – 20 st. Jest zimno ale po setkach kilometrów zamknięcia w stalowej puszcze na kołach spacer będzie przyjemną przerwa w podróży. Będą wiec białe niedźwiedzie, wilki, rosomaki, rysie, renifery, jaki, łosie. Potem do auta i podgrzewane fotele. Ale warto było.

ROVANIEMI
Jazda zimowa po lodzie i w śniegu sprawia że te jeszcze 400 km jakie mamy do przejechania do stolicy Laponii czyli Inari robi się wyzwaniem. Miejscowi z kołami okutymi kolcami na lodzie poczynają sobie śmiało, ja jadę ostrożnie. Wiec wspomniane w tytule miasteczko Świętego Mikołaja mijamy tylko bez zatrzymywania, z asfaltu obserwując ferie świateł z głównie handlowych atrakcji tego miejsca. Widzieliśmy je latem wiec strata nie jest duża. Ważne że dziś jest sylwester i dobrze byłoby spędzić go z kieliszkiem szampana w reku a nie zaciskając palce na kierownicy.
INARI
Jakie jest Inari? Osada powstawała w 1876 z przekształcania się miejsca handlu i szybko stała się centrum dla rozproszonej lokalnej ludności. Obecnie liczy niespełna 500 mieszkańców. Mnie cieszy że bezpiecznie dotarliśmy. Pomimo że poruszałem się naprawdę niespiesznie na finiszu ciągnął się za mną długi ogon aut które nie chciały wyprzedzać. Czyżby nikt nie chciał nadziać się na niesfornego renifera wybiegającego na jezdnię? Niemożliwe? Tego wieczora nie spotkaliśmy żadnego ale potem a i owszem.
Nowy rok to sztuczne ognie, toasty i satysfakcja że dotarliśmy.

Kolejny dzień pokazuje co oznacza koło podbiegunowe. Wyznacza ono granicę, od której w stronę biegunów przez co najmniej jeden dzień w roku słońce zimą nie wschodzi całą dobę (noc polarna). A my jesteśmy od niego dosyć daleko na północ wiec… nasz polarny dzień to tak naprawdę noc ze zjawiskiem szarego dnia gdy tylko na chwilę robi się jaśniej.
Pomimo że mamy 1 stycznia regionalne muzeum ludowe SIIDA jest czynne i tamże zmierzamy. To co zobaczymy to historia i kultura materialna oraz duchowa Saamów. Nazwa Lapończycy którą my zwykle używamy, wywodząca się od szwedzkiego słowa „lapp” – łata jest tu nielubiana bo sugeruje prymitywnych ludzi w połatanych ubraniach lub fakt iż są ludem „przyszytym” do prawowitych mieszkańców Skandynawii.

Muzeum jest bardzo ciekawe bo przedstawia dawne, koczownicze życie Saamów. Nam kojarzy się z hodowla reniferów ale tak naprawdę zajmowali się tym tylko Saamowie górscy. Saamowie leśni byli raczej myśliwymi a Saamowie nadbrzeżni, zajmowali się rybołówstwem głównie nad Oceanem Arktycznym. Podróżowali w ustalonym przez wieki rytmie aż postawione na sztywno granice i przymus osadnictwa przywiązał ich do jednego miejsca.
REINDER FARM
Zacznijmy od tego że jest jeszcze zimniej niż dotychczas Tego dnia temperatura na samochodowym termometrze pokaże -31st. Jest znośnie, szczególnie po dokupieniu na stacji benzynowej dodatkowej pary ciepłych rękawic. Dziś te parę chwil światła chcemy wykorzystać na wizytę na farmie reniferów. To nie jest tania atrakcja i można by sobie ja darować bo renifery widzimy z bliska jak plączą się po drodze ale poza zwierzętami chcemy zobaczyć samą farmę i prawdziwych Saamów. Na miejscu są renifery i są naprawdę z bardzo bliska. Atrakcję jest karmienie ich paszą. W tradycyjnym Goahti, czyli dużym szałasie z drewna właściciel farmy opowiada o przedmiotach codziennego użytku i życiu hodowców reniferów. I gdyby zamienić jego ludowy strój na zwykła kurtkę to wygląd ma taki że nie zwrócilibyście na niego uwagi na ulicy. A mnie Lapończyk zawsze kojarzył się z azjatycką urodą Nieńców, Czukczów czy Ewenków.

POKKA
Lokalna droga, oczywiście zupełnie biała prowadzi nas do miejscowości o której na wstępie wspominałem że była sceną największego odnotowanego mrozu w Finlandii. Tym razem jest tu nawet parę stopni cieplej niż w Inari. W pobliżu trasy zlokalizowany jest Taatsi’s Sieidi, czyli skalny słup o wysokości 10m nad stromym brzegiem nad jeziorem Taatsinjärvi. Do dzisiaj jest miejscem kultu Saamów. Gdy już tam dotrzemy, wyciętymi w śniegu, lokalnymi drogami to niestety jest już zbyt ciemno żeby przedzierać się po zaspach w lesie i szukać tego miejsca. Szkoda…

SNOW VILLAGE
W Ylläs, w narciarskim regionie Lainio w Kittilä znajdziemy lodowy kompleks o powierzchni około dwóch hektarów, zbudowany z ponad 20 milionów kilogramów śniegu i około 300 000 kilogramów lodu. Całość jest odbudowywana co roku i zawsze poświęcona jest innemu tematowi. W tym roku są to różne światowe zwyczaje i święta. Jest wiec gonitwa byków w Pampelunie, karnawał w Wenecji, halloween i wiele innych pracowicie i naprawdę imponująco wyrzeźbionych w lodzie i śniegu.

KUKKOLAFORSEN
Dziś przeniesiemy się na chwilę do szwedzkiej części Laponni czyli lodową trasą wzdłuż rzeki Tornio w kierunku do Kukkolaforsen i dalej Happarandy. Pierwsza ze wspominanych miejscowości to wioska słynąca z bystrzy o długość 3,5 kilometra i wysokość spadku około 14 metrów. Jest tu piekielnie zimno od wilgoci z wody kotłującej się w kaskadach w przerwach z lodzie. Latem z tutejszej rzeki wyławia się sieję, a tutejszy festiwal siei sięga czasów średniowiecza i tradycyjnie odbywa się w weekend po dniu św. Jakuba. To właśnie wtedy sieja rozpoczyna migrację z morza w górę rzeki Torne i była łowiona z charakterystycznych pomostów podbierakami gdy odpoczywała po walce z nurtem w zagłębieniach dna. Mamy tu małe muzeum w którym nikogo nie ma i choć jest otwarte trudno je oglądać gdy nie wie się jak włączyć światło, muzeum sauny z kilkoma obiektami i restaurację która poza sezonem poda wam kawę i ciastko ale niestety nie obiad.

HAPARANDA i TORNIO
Kiedy Szwecja oddała Finlandię Rosji w 1809 roku, granica została wytyczona wzdłuż rzek Tornio i Muonio. Miasto Tornio, stało się częścią Wielkiego Księstwa Finlandii w ramach Imperium Rosyjskiego. Szwedzi po drugiej stronie rzeki zbudowali nową osadę Haparanda.
Tornio jest tym miejscem w którym chcemy się zatrzymać i zjeść kolację. Idziemy w mroźny wieczór przez miasto szukając lokalnych smaków i są: tajskie, chińskie, meksykańskie, włoskie… Decydujemy się na Wietnam.

HELSINKI
Miasto założone 12 czerwca 1550 roku przez króla Gustawa Wazę pierwotnie nazywane było Helsingfors. Od szwedzkich nazw rzeki Helsing (obecnie Vantaa) oraz fors – wodospad, kaskada. W królewskich planach Helsinki miały zostać bazą dla szwedzkiej floty wojennej oraz punktem obronnym południowego wybrzeża Finlandii. W 1809 Finlandia na mocy układu w Fredrikshamn stała się częścią Imperium Rosyjskiego. W celu zmniejszenia wpływów szwedzkich w Finlandii car zdecydował przenieść stolicę z Turku do Helsinek.
Dla nas miasto to spacer w gęsto padającym śniegu z portu na Plac Senacki z widokami na górującą nad placem katedrę, Sobór Uspieński, zabytkowe, XIX w kamieniczki zbudowane tu po wielkim pożarze z 1808r.

PROM
Zimowy pranek w porcie to niezwykły teatr mgły i nisko świecących promieni słońca. Na prom czekamy blisko godzinę i jest okazja żeby popatrzeć jak w parujących kłębach podpływa wielki, malowany na czerwono kolos, który znów przyjmie nasze auto na stalowy pokład. Tym razem nauczeni doświadczeniem pierwszego rejsu zajęliśmy najdogodniejszą miejscówkę przy głównym oknie na dziobie żeby obserwować piękno poranku.

CHCIAŁBYŚ OTRZYMAĆ TRASĘ W POSTACI PLIKU GPX?
–

































