Stadion X-lecia

Wejscie pierwsze – przed zamknieciem

W lipcu roku 2007 wszem i wobec ogłasza się, że istniejący na koronie i wokól Stadionu X-lecia handelek zostanie zamkniety a teren znow wróci na łono sportu. Nie chce sie wierzyć – najwieksza hurtownia w środkowej europie, która oparła sie niejednej juz władzy w Polsce po 89 roku. Podobno stanie tu stadion. Nasza chluba na EURO-2012. Wybieram się zobaczyć jak tu jeszcze jest, zeby utrwalić to czego zaraz nie bedzie. Jest około poludnia, powszedni dzień, więc handelek jeszcze sie tu uskutecznia, aczkolwiek sprzedawcy sa tu bardziej dla zasady raczej niż zarobku bo o tej porze dnia kupujących niewielu. Z pewna obawa mierze do zastanych ludzi i sytuacji. Wiekszość z tych, którzy tu zastałem jest bardziej nielegalna od oferowanego towaru. Stad na zdjeciach nie bedzie Rosjanek z wódeczka i papierosami, Turków wyciagajacych z toreb pirackie płyty z muza i filmami, kolorowych z Afryki i Azji z odzieza i butami. I wielu innych ujec które pozostana tylko w pamieci.

Wejscie drugie – stadion zamkniety

W połowie listopada wybieram sie tu ponownie. PUSTKA. Zwykle nawet w powszedni dzień cos sie tu jednak działo, teraz wiatr tylko rozwiewa puste reklamówki. Korona – zaspawana na twardo. Przeskakuje ogrodzenie ruina i opuszone stoiska – jednak zamkneli 🙂

Wejscie trzecie – stadion wiecznie żywy

W jedna z listopadowych, pochmurnych sobót wybieram się tu ponownie, poszukać nowych ujęć. Niespodzianka ! Oprócz zaspawanej korony – wszystko jest tu jak dawniej. I pirackie płyty, i wódeczka i wszechobecna odzież. Tym razem już nie JARMARK EUROPA tylko CHD STADION. Nawet reklamówki z nazwa jak w pozadnym markecie też są 😉 Skoro jest tu jeszcze tyle życia – skupiam sie na nim.
Azjaci okazuja się bardzo sympatyczni i otwarci. Uśmiechają się i jest OK. Rosjanie uciekają, Turcy głosno protestują a Afrykanów nawet nie probuje fotografować – sam widok aparatu wzbudza w nich popłoch i protest.

Wejscie czwarte – pierwsze prace

Przejeżdzając w pobliżu wpadam z aparatem, żeby zobaczyć co sie zmieniło przez te ostatnie kilka miesiecy. Właściwie niewiele. Dalej wiercą na płycie, powoli demontuja stare stragany. Jedna zmiana – tym razem wszystkiego pilnuje patrol ochrony. A ostatnio – skok przez płot i chodziłem gdzie chciałem. He, he, nie jest tak żle. Obecnie otwarty jest tunel wjazdowy na boisko. Nie niepokojony wchodze na płyte. Niewiele sie zmieniło, niestety. A czas leci – 2012 coraz bliżej 🙁

O stadionie za:
STEFAN SZCZEPŁEK
„Moja historia futbolu” T.2 POLSKA

Stadion X-lecia. Dinozaur PRL.

Był największym stadionem w Polsce. Miejscem niezapomianych zawodów sportowych, dożynek, manifestacji politycznych i papieskiej mszy. Gromadził najlepszych sportowców Świata. Potem opanowali go handlarze, a wkrótce zapene zniknie bezpowrotnie.

Decyzje o zbudowaniu w Warszawie stadionu sportowego podjeło prezydium rządu 2 sierpnia 1954. Miał stanąc na wysypisku gruzu, miedzy Wisłą a ul. Źieleniecką. Zamierzano oddać go do uzytku w drugiej połowie nastepnego roku. Ale 17 sierpnia odbyło się w Pekinie zebranie rady Światowej Federacji Młodzierzy Denokratycznej, podczas którego przyjeto propozycje Związku Młodzierzy Polskiej zorganizowania V Festiwalu Młodzieży i Studentów w stolicy Polski Ludowej. Miał się odbyć w Warszawie, podczas wakacyjnych miesięcy roku 1955 a ponieważ bez stadionu na 55 tysięcy widzów byłoby to niemozliwe, czas budowy mmusiał zostać skrócony.

Sowieckie wzory

Tak naprawdę budowę stadionu, rozpoczęto 20 czerwca 1954 roku, jeszcze przed decyzją rządu, ponieważ taka była potrzeba ówczesnych władz. Duże stadiony były niezbędne na manifestacje, spartakiady i defilady. W Leningradzie, w roku 1950, powstał nawet wzorzec takiego stadionu, o pojemności 100 tyś. miejsc, zbudowanego na wałach ziemnych z wykopaną na boisko niecką. Podobne, w ciągu kilku lat stanęły we wszystkich krajach tzw. demokracji ludowej, nosząc zawsze nazwy charakterystyczne dla epoki. Stadion w Leningradzie nazwano imieniem Siergieja Kirowa. W roku 1953 powstały stadiony w Budapeszcie (Nepstadion, czyli Ludowy, 100 tyś. miejsc), Sofii (Wasy-la Lewskiego, 55 tyś.), Bukareszcie (im. 23 Sierpnia, 65 tyś.).

W 1956 roku otwarto stadiony w Moskwie na Łużnikach (Włodzimierza Iljicza Lenina, 100 tyś.), Lipsku (ZenLralstadion, 95 tyś.) i Chorzowie (Śląski, 100 tyś.). Ponieważ stutysięczny Stadion Olimpijski w Berlinie znalazł się w strefie amerykańskiej, w Berlinie Wschodnim, młodzież z encrdowskiego komsomolu, czyli FDJ, w ciągu czterech miesięcy, pracując dzień i noc, rozbudowała do 70 tyś. miejsc przedwojenny stadion, należący do policji. Otrzymał imię ówczesnego przywódcy NRD Waltera Ulbrichta, później zmienione na Stadion Młodzieży Świata. Wschodnioniemieccy kibice nazywali go, dla lepszego samopoczucia – berlińskim Wembley. Na otwarcie reprezentacja NRD, na wszelki wypadek uległa zaproszonemu Dynamo Moskwa 1:5. Był rok 1951 i należało uważać.

Z pieśnią na ustach

Warszawa miała wiecej szczęścia. Najpierw miał to być stadion Centralny, po pekińskiej decyzji nazwano go Festiwalowym i dopiero przed otwarciem zaczęto uzywać nazwy Stadion Dziesięciolecia. Do jego budowy zaangażowano najlepszych fachowców w kraju. Projektantami byli znani architekci – profesor Jerzy Hryniewiecki, Marek Leykam i Czesław Rajewski. Pirotektorat nad budową objęła Polska Zjednoczona Partia Robotnicza z Bolesławem Bierutern i Józefem Cyrankiewiczem na czele. Ale co innego protektorat, a co innego odpowiedzialność. Wziął ją na siebie Główny Komitet Kultury Fizycznej, na czele którego stał wówczas Włodzimierz Reczek. Ponieważ jednak potrzebny był fachowiec, wezwano na pomoc Tadeusza Kuchara, najstarszego z sześciu słynnych braci. Kuchar był prezesem Pogoni Lwów i pierwszym powojennym szefem PZPN. Władza musiała przełknąć jego przeszłość i poglądy, stojące w oczywistej sprzeczności z obowiązującą ideologią. Kuchar należał do wąskiego grona specjalistów z dziedziny budowy stadionów i urządzeń sportowych, napisał na ten temat kilka prac, powierzono mu więc w GKKF funkcję dyrektora departamentu.

Stadion budowano od 20 czerwca 1954 do 20 lipca 1955, a w praktyce o dwa miesiące krócej. Powstał kosztem 103 170 301 złotych. 53 mln pochodziły ze Stołecznego Funduszu Odbudowy Warszawy, a pozostałe prawie 52 min dał Skarb Państwa. Generalnym wykonawcą robot było Warszawskie Przemysłowe Zjednoczenie Budowy Elektrowni, mające dziewięciu podwykonawców. Funkcję głównego kierownika budowy pełnił inżynier Tadeusz Szumański.

Warszawa była wtedy jednym wielkim placem budowy. Kończono odbudowę gmachu Filharmonii Narodowej, gdzie w marcu 1955 roku odbył się Konkurs Chopinowski. Wznoszono otwarty w przeddzień święta lipcowego Pałac Kultury i Nauki imienia Józefa Stalina. Koła zakładowe ZMP prześcigały się w składaniu zobowiązań „z okazji” i „ku czci”, a budowa stadionu stanowiła pole do popisu. Zacumowana obok mostu Poniatowskiego pogłębiarka Kameleon wydobywała codziennie 150 tysięcy metrów sześciennych wiślanego piachu. 150 ciężarówek przywoziło dzień w dzień ok. 4,5 tyś. metrów sześciennych gruzu ze zburzonej w wojnę lewobrzeżnej Warszawy. Za pomocą radzieckich spychaczy, zwanych stalińcami, usypywano wały, które o 7 metrów przewyższyły poziom mostu Poniatowskiego. Dopiero na nich montowano drewniane ławki, o łącznej długości 32 km. Obliczono, że na każdego widza wystarczy pół metra ławki, więc stadion będzie miał 77 tyś. miejsc siedzących.
Na każdym z 42 sektorów mieściło się dwa razy więcej ludzi niż w całej filharmonii – donosiło z dumą „Życie Warszawy”. Reportera pisma, który na wiosnę 1955 roku odwiedził tereny budowy, zachwyciła atmosfera. „Łatwiej jest wykopywać łopatą kanały pod przewody i kable, kiedy z głośników płynie przebój „Pierwszy siwy włos” – pisała gazeta.

W ostatniej fazie budowy, mimo rozpoczętych wakacji, pracowali także uczniowie, poważnie traktując czyn festiwalowy. Wszyscy mieli na ustach pieśń. „Ukochany kraj”, „Kukułeczkę”, „Nierozłączne siostry dwie – młodzież i SP”. Synowie robotników i chłopów oddawali swój czas, który nie był wtedy pieniądzem i byli dumni, że budują nową Polskę, piękną jak we śnie. Kiedy po raz czwarty do pracy przy stadionie stawiła się drużyna kolejarska z Legnicy, na powitanie z głośników popłynęła piosenka o dziarskim maszyniście, który prowadził parowóz na zlot młodych przodowników pracy w Warszawie. Przy budowie stadionu pracowało ponad 140 tysięcy ochotników.

Otwarcie

22 lipca 1955 roku, o godz. 17.00, w loży honorowej Stadionu Dziesięciolecia pojawili się gospodarze: I sekretarz KC PZPR Bolesław Bierut, premier Józef Cyrankiewicz, przewodniczący Rady Państwa Aleksander Zawadzki. Przybyły delegacje z ZSRR, NRD, Czechosłowacji, Bułgarii, Rumunii, Albanii, Chińskiej Republiki Ludowej, Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej i Albanii. Dzień wcześniej mększość z nich brała udział w akademii w Sali Kongresowej, z okazji otwarcia Pałacu Kultury i Nauki, a 22 lipca w południe przyjmowała defiladę wojskową na placu Józefa Stalina (dziś plac Defilad, chociaż tak naprawdę placu już nie ma), z okazji jedenastej rocznicy „wyzwolenia Polski”. Dla przewodniczącego delegacji radzieckiej, sekretarza KC KPZR Michaiła Susłowa taka dawka była zbyt męcząca i na stadion już nie dotarł.

Po przemówieniu przewodniczącego Stołecznej Rady Narodowej Jerzego Albrechta, dwukrotny mistrz Luropy w boksie Leszek Drogosz, w asyście dwóch gimnastyczek i przy dźwiękach Mazurka Dąbrowskiego wciągnął na maszt biało-czerwoną flagę. Po defiladzie zrzeszeń sportowych ze sztandarami, sześćsetosobowa grupa tancerzy w strojach ludowych ze wszystkich regionów Polski wykonała poloneza. Po nich czterystu studentów i studentek z AWF dało pokaz gimnastyczny. Na zakończenie uroczystości na boisko wyszli piłkarze Warszawy i Stalinogrodu, jak wtedy nazywały się Katowice. Warszawa bez zawodników kadry narodowej przegrała 1:2. Pierwszą bramkę w historii stadionu strzelił Czesław Ciupa z Polonii Bytom, repatriant z Francji, który wkrótce stal się piłkarzem Legii, a jeszcze później -kierownikiem drużyny. Uroczystości trwały w najlepsze. Następnego dnia, znów z udziałem partyjnej wierchuszki, rozegrano mecz Warszawa -Budapeszt. Z naszej strony pierwsza reprezentacja Polski, wśród gości ani jednego znanego piłkarza. Wygraliśmy 4:2 po dwóch golach Krzysztofa Baszkiewicza z Gwardii Warszawa, jednym Lucjana Brychczego (Legia) i Gerarda Cieślika (Ruch Chorzów).
31 lipca otwarto na stadionie V Światówy Festiwal Młodzieży i Studentów i związane z nim światowe igrzyska sportowe, rozgrywane na kilku stołecznych obiektach sportowych.

Dziennikarz „Życia Warszawy” nie miał tym razem słów uznania dla kibiców: „Obawialiśmy się o zieleń wokół stadionu, o to, że niesforni widzowie zechcą szukać własnych dróg, o bałagan i jego konsekwencje. Warszawiacy zdali jednak egzamin. Każdy z widzów miał do stadionu serdeczny, gospodarski stosunek, widać, że Stadion Dziesięciolecia, który na naszych oczach wyrósł w ciągu niecałego roku, zdobył sobie szturmem serca warszawiaków”.

Żeby tylko. Kiedy zobaczył go słynny meksykański malarz David Alfaro Siąueiros, tak się zachwycił, że obiecał stadionowi godną jego piękna monumentalną oprawę plastyczną. Jednak pochłonięty swoją pracą, podróżami do Moskwy i działalnością polityczną, która zaprowadziła go na kilka lat do meksykańskiego więzienia, nie zdoła! wywiązać się z obietnicy.

Protest Siwca

Przez blisko ćwierć wieku Stadion Dziesięciolecia kojarzył się z meczami piłkarskimi, zawodami lekkoatletycznymi, kolarskim Wyścigiem Pokoju i centralnymi dożynkami. Odbywały się od 1955 do 1971 roku, początkowo pod szyldem Samopomocy Chłopskiej. Na trybunach był zwykle komplet widzów, których zwożono autobusami z najdalszych zakątków kraju, aby przedefilowali, zatańczyli lub przynajmniej popatrzyli. Ponieważ jechano czasami nocą, uczestnicy dożynek byli często niewyspani, skacowani, odpoczywali na błoniach wzdłuż ulicy Zielenieckiej i na trawie wokół stadionu.

Towarzysze podjeżdżali czarnymi wołgami pod tunel od strony Wisły, prowadzący wprost na twbune honorową, zbudowaną z piaskowca z Kazimierza Dolnego, niemal taka samą jaka stanęła przed Pałacem Kultury. Mieli do swojej dyspozycji dwie duże sale pod trybunami, gdzie w dniach dożynek lub ważnych meczów nie czuło się braku wędlin. Jeszcze w roku 2007 w tych pomieszczeniach znajdowały się siłownie. W tunelu po przeciwnej stronie, gdzie wpadający na bieżnię kolarze polscy walczyli z kolegami z ZSRR lub NRD, długo były betonowe korty tenisowe.W roku 1995 położono na nich „trawopodobną” wykładzinę.

W roku 1968 doszło podczas dożynek do dramatycznej demonstracji. Na trybunie obok tunelu wjazdowego oblał się rozpuszczalnikiem i podpalił Ryszard Siwiec z Przemyśla, Protestował w ten sposób przeciw dokonanej dwa tygodnie wcześniej inwazji polskich wojsk na Czechosłowację i łamaniu praworządności w Polsce. Zmarł po czterech dniach, ale o tym wszystkim z prasy nie można się było dowiedzieć.
Siedem lat wcześniej doszło na stadionie do innej demonstracji, którą prasa nazwała wybrykami chuligańskimi. W maju 1961 roku odbywał się mecz piłkarski ze Związkiem Radzieckim. Kiedy w drugiej połowie radziecki napastnik Giennadij Krasnickij zaatakował ostro bramkarza Edwarda Szymkowiaka, a ten padł i długo się nie ruszał, trybuny zaczęły krzyczeć, że Ruski zabił Polaka. A gdy na bieżnię wjechała karetka, społeczeństwo nie wytrzymało. W kierunku boiska poleciały ze wszystkich stron butelki po wódce z czerwoną i niebieską kartką. Celem byli goście z Kraju Rad, ale najbardziej ucierpieli kibice z dolnych rzędów. Ludzie także wtedy nie wylewali za kołnierz, a stadion był dobrym miejscem do konsumpcji, bo nikt w przejściach nie kontrolował, a piło się, bądź co bądź, w plenerze. W tej sytuacji mało kto był w stanie dorzucić butelką do boiska i rany odniosło wielu kibiców. Nikt jednak nie miał pretensji, bo przecież ci z górnych rzędów chcieli dobrze.

Kiedy już Szymkowiak wstał, a Ernest Pol strzelił z karnego bramkę słynnemu Lwu Jaszynowi uradowani kibice oddali się najpopularniejszej stadionowej rozrywce tamtych lat – puszczali w górę nadmuchane prezerwatywy.

Takiego nastroju nie było podczas jednej z najhaniebniej szych manifestacji w dziejach Warszawy. Po podwyżce cen w roku 1976 i protestach robotników w Ursusie i Radomiu PZPR postanowiła spędzić na stadion swoich członków, żeby samorzutnie napiętnowali warchołów. Przez kilka lat po wojnie, kiedy należało potępić „amerykańskich imperialistów” lub niemieckich odwetowców, wystarczała Hala Gwardii. Później jej miejsce zajęła Sala Kongresowa i to tam odbyła się słynna akademia, na której Władysław Gomulka, po wydarzeniach Marca ’68, rozpętał antysemicką nagonkę. W roku 1976 sala już nie wystarczała. Udało się zgromadzić kilkadziesiąt tysięcy członków partii i bezpartyjnych, którym kazano iść na wiec, pod groźbą represji w miejscu pracy. Taki obowiązek mieli też dziennikarze, ale większość zlekceważyła nakazy, nie ponosząc zresztą żadnych konsekwencji. Ludzie już mieli dość zakłamania, powstawał KOR, intelektualiści publikowali listy protestacyjne i władza musiała się z tym liczyć.

Rozmowa z panem Ochabem

Do historii dziennikarstwa przeszła słynna rozmowa, jaką w roku 1966, podczas Wyścigu Pokoju przeprowadził na stadionie znany dziennikarz radiowy Bogdan Tuszyński z przewodniczącym Rady Państwa Edwardem Ochabem. Rozmowa z dostojnikiem państwowym przed mikrofonem radia, na żywo, bez żadnej cenzury i wcześniejszych uzgodnień była wtedy nie do pomyślenia. Tuszyński zaryzykował, Ochab się zgodził, a tak to dokładnie brzmiało:

Tuszyński: – Chciałbym zapytać pana, widuję pana często na tego typu imprezach, wśród sportowców, jakie jest pana zdanie na temat tak wielkiej imprezy jaką jest wyścig „Trybuny Ludu”, „Neues Deutschland” i „Rudeho Prava”.

Ochab: – Może najpierw formalna uwaga. Ja jestem komunistą, nie lubię, jak do mnie mówią „panie”, zwłaszcza jeśli przedstawiciele naszej socjalistycznej instytucji tak się do mnie zwracają. No, ale niezależnie od tego, mogę powiedzieć wszystkim radiosłuchaczom, że Wyścig Pokoju, moim zdaniem, ma duże znaczenie…

Tuszyński: – Towarzyszu Przewodniczący, czy czas pozwala Wam na śledzenie wyników wyścigu, przebiegu całej imprezy?

Ochab: – Mój Boże, w sposób taki bardzo dokładny to nie mogę śledzić, ale staram się w każdym razie codziennie dowiadywać, jaki jest wynik i wydaje mi się, że w podobnym rytmie bije moje serce, jak serce milionów kibiców polskich.

Nim skończył się etap, warszawiacy, którzy słuchali radia na stadionie, już wymyślili dowcip. Czy Ochab może mieć psa? Nie, bo pies potrzebuje pana, a nie towarzysza.

Wielkie mecze

Na sadionie Dziesięciolecia odbywały się lekkoatyczne memoriały im. Janusza Kusocińskiego i mecze, gromadzące najlepszych sportowców świata. Tu bito wiele rekordów, od rekordu świata w biegu na 3000 metrów z przeszkodami, ustanowionego przez Jerzego Chromika 1958 i w rzucie dyskiem Edmunda Piątkowskiego w roku 1959 począwszy. Rozegrano mecze lekkoatletyczne ze Stanami Zjednoczymi i kilka innych. Do legendy przeszedł mecz z USA w roku 1958 i bieg na 800 metrów, w którym Zbigniew Makomaski pokonał mistrza olimpijskiego z Melbourne Toma Courtneya. Na trybunach było sto tysięcy widzów. W sierpniu 1963 roku, podczas meczu z Amerykanami, w konkursie skoku o tyczce pozostał tylko John Pennel. Przechodził każdą wysokość, aż wreszcie stanął przed szansą pobicia rekordu świata – 5.10,5 metra, czyli po raz pierwszy ponad 17 stóp. Ale zrobiło się ciemno. Obok skoczni ustawiono kilkanaście samochodów, które swoimi reflektorami oświetliły rozbieg i zeskok. Kilka tysięcy ludzi przeniosło się z całego stadionu na miejsca w pobliżu skoczni, żeby rozświetlić ją zapalonymi gazetami i programami na mecz. Pennel mówił, że przy pierwszej próbie w ogóle nie widział poprzeczki. Kiedy mu się nie udało, ludzie, zagrzewając go do wałki, zaczęli śpiewać „Sto lat”. Potem, opowiadana przez niego wersja wydarzeń, zapisana w „Los Angeles Times” brzmiała z grubsza tak: „Kiedy nasz chłopak z Tennessee usłyszał, jak uciśniony naród polski śpiewa bojową pieśń i życzy mu zwycięstwa w swojej zniszczonej przez okupantów stolicy, jakby wyrosły mu skrzydła”. Faktem jest, że skoczył, pobił rekord w warunkach absolutnie ekstremalnych, a w dodatku spadł na trociny z wysokości prawie dwóch pięter i przeżył.

W maju 1960 roku na stadionie trenowała brazylijska drużyna FC Santos z najsłynniejszym piłkarzem świata – Pele, niemającym jeszcze 20 lat. Na trybunach zebrało się kilka tysięcy kibiców, mimo że konkurencję stanowił grany w Sali Kongresowej western „Złamana strzała” z Jamesem Stewartem i koniki miały żniwa.

W tym samym roku witano polskich sportowców, wracających z igrzysk olimpijskich w Rzymie. Przemówienia trwały tak długo, że następujący po uroczystościach pierwszy po wojnie mecz piłkarski Polska – Francja kończył się w zupełnych ciemnościach. Polska prowadziła 2:0, ale w ostatnich pięciu minutach Francuzi •wyrównali, bo dwa razy bramkarz Stanisław Fołtyn nie zobaczył lecącej piłki.

W 1965 roku graliśmy tu z reprezentacją Włoch, w której było sporo piłkarzy najlepszego klubu Europy – Interu Mediolan. Władze wybrały ciekawy termin – mecz rozpoczynał się o godz. 12.00, w pierwszy dzień świąt Wielkanocy, żeby ludzi odciągnąć od mszy. Tyle że ludzie poszli najpierw na rezurekcje, a potem na stadion.

Tę historię zakończył w kwietniu 1983 roku międzypaństwowy mecz z Finlandią (1:1). Wynik ustalono w pierwszych pięciu minutach. Najpierw gola dla Polski strzelił Włodzimierz Smolarek, a chwilę później samobójczego dla Finlandii – Paweł Janas. Był to 25. i ostatni mecz reprezentacji na Stadionie Dziesięciolecia, który miał jeszcze jedną szczególną cechę. Szatnie piłkarzy znajdowały się za trybunami, w pawilonie. Z boiskiem łączył je tunel, o długości ponad stu metrów. Nim się w przerwie doszło, już trzeba było wracać. Polacy mieli zwykle szatnię nr 201, bliżej boiska. Goście -około 30 metrów dalej, niemal na peronie kolejki.

W roku 1989 Przedsiębiorstwo Przemysłowo–Handlowe i Usługowe Damis wydzierżawiło stadion od Centralnego Ośrodka Sportu. Na koronie, z której miał być widok na Warszawę, postawiono stragany. Wokół również. Wychodząc z peronu stacji kolejowej Warszawa Stadion trzeba przejść przez bazar wietnamski. Dalej słychać język rosyjski, ukraiński i inne zza wschodniej granicy. Setki straganów, tysiące zatrudnionych. Jarmark Europa. Po trybunach nie zostały nawet ławki. Po bieżni nikt nie biega. Tylko na boisku można grać bez przeszkód, ale chętnych nie ma.

s. 82-89, Warszawa 2007, Wydawca Presspublica sp. z o.o. link do książki

Historia w skrócie za pl.wikipedia.org

Oficjalnie otwarcie Stadionu Dziesięciolecia miało miejsce w dniu najważniejszego święta narodowego Polski Ludowej – 22 lipca 1955, a więc w 11 rocznicę Manifestu Lipcowego, za to po zaledwie 11 miesiącach budowy (rekord w skali świata, jeśli chodzi o obiekt tej wielkości). Tuż po – zorganizowanej z wielką pompą – uroczystej gali w stylu ludowym rozegrano inaugurujące obiekt zawody sportowe, których głównym punktem był towarzyski mecz piłkarski pomiędzy reprezentacjami miast: Warszawy i Stalinogrodu, zakończony rezultatem 1:2 dla gości.

Docelowo stadion miał stać się obiektem typu olimpijskiego. Od samego początku arena posiadała pełnowymiarowe boisko do piłki nożnej, okalane przez 8-torową bieżnię lekkoatletyczną o długości 400 metrów. Trybuny odkryte ze stałymi ławami drewnianymi zgodnie z projektem mieściły 71 008 osób, choć w czasach największych imprez masowych zasiadało na nich prawie 100 000 widzów. W okolicach stadionu zlokalizowano parking samochodowy na 900 pojazdów, boisko treningowe, niewielką halę treningową, park wypoczynkowy, a także nieistniejący dziś budynek dla reporterów.

Wkrótce po otwarciu przejął on od Stadionu Wojska Polskiego rolę reprezentacyjnego obiektu sportowego stolicy. Do końca epoki PRL odbywały się na nim najważniejsze imprezy sportowe w kraju, m.in. spotkania międzypaństwowe piłkarskiej reprezentacji Polski, finały piłkarskiego Pucharu Polski, Derby Warszawy, mistrzostwa Polski w lekkoatletyce, czy finisze Wyścigu Pokoju. Stadion X-lecia był także wykorzystywany do celów kulturalnych i propagandowych. Organizowano tutaj: koncerty, masówki, dożynki i uroczyste obchody ważnych dla władz socjalistycznej Polski rocznic. Do najtragiczniejszego zdarzenia w dziejach obiektu doszło 8 września 1968, w czasie trwania ogólnokrajowych dożynek, gdy to w proteście przeciwko agresji wojsk Układu Warszawskiego na Czechosłowację samospalenia na trybunach dokonał Ryszard Siwiec