+48 609 446 889
irek@bluephoto.pl

Nowy Rok w Kosowie

Ireneusz Rek Fotografia

Nowy Rok w Kosowie

Serbski celnik na granicy z Kosowem przywitał się z nami grzecznie i zeskanował  dowody osobiste. Nie chciał niczego więcej, certyfikatów, dowodu rejestracyjnego, ubezpieczenia. Oddał dokumenty i z uśmiechem skierował auto w kierunku grupki sześciu pograniczników. Wysiadamy, wszystkie rzeczy trzeba wypakować na przyniesiony właśnie duży, stalowy stół. Za chwile będą je sprawdzać, pies obwącha wszystkie zakamarki auta ale zanim to zrobią wyjmą narzędzia i zaczną rozbierać śrubka po śrubce klapę naszego pick-upa…

 

 

Tak właśnie pożegnało nas Kosowo po naszym kilkudniowym pobycie na terenie zbuntowanej, serbskiej prowincji. Nie mieliśmy nic do ukrycia więc kibicowaliśmy staraniom pograniczników czekając co tam znowu każą otworzyć, wyjąć, rozebrać. Kolejna ciekawostka w podróży. Bez nerwów czy złości, taka praca. Ta podróż zamykała ostatni rozdział naszej podróży przez Bałkany, ostatni kraj w jakim jeszcze nie byliśmy…

PRZYGOTOWANIA

Szykując się na taki wypad w obecnych czasach naprawdę nie trzeba wiele. Przewodnik po Bałkanach z rozdziałem poświeconym Kosowu, karta kredytowa bo wszędzie właściwie już można płacić plastikiem, kilka euro na drogę, plan wyjazdu wgrany w nawigację. Ponieważ mapa Google uparcie i niepotrzebnie prowadziła tu przez Macedonię, na wszelki wypadek zielona karta dla auta (w Serbii jest niepotrzebna, w Macedonii tak) oraz ubezpieczenie zdrowotne obejmujące covid. I to właściwie wszystko, można ruszać w drogę…

DOJAZD

Podczas naszej majowej wyprawy do Macedonii nie robiliśmy postojów. Każdy kraj po drodze wówczas robił jakieś problemy wiec najwygodniej było po prostu skorzystać z dobrodziejstwa tranzytu i dojechać „na raz”. Pod koniec roku 2021 sprawa wygląda już o wiele prościej, wystarczy mieć po prostu certyfikat szczepienia którego i tak nikt nie sprawdza i przenocować po drodze. Wybraliśmy wiec Belgrad oraz Suboticę w drodze powrotnej na odpoczynek w podróży.

Na granicę Kosowa jedziemy najbliższą drogą ignorując Google. Na przejściu pod Podujevë nie ma właściwie ruchu. Pod jednym dachem jest tu odprawa serbska i zaraz potem Albańczycy z Kosowa. Tutaj trzeba pamiętać o zakupie ubezpieczenia na auto. Nasze obowiązuje w całej Europie, obowiązuje w Serbii ale nie tu. Wizyta w okienku boli. Hilux jest traktowany jak ciężarówka do 3,5t wiec z portfela ubyło 77 euro… Zakup jest jednak szybki i bezproblemowy i można uwinąć się z nim zanim auto dojedzie w kolejce do kosowskiego okienka (kontener gdzie je sprzedają jest pomiędzy punktami kontrolnymi, po prawej stronie).

Po przejechaniu granicy droga ku przygodzie jest już otwarta i… przez kilka kilometrów dokładnie obwieszona czerwonymi, albańskimi flagami na każdej latarni.

 

 

DROGI

Po kilku dniach spędzonych w tym miejscu można wyrobić sobie opinie na ich temat i docenić pracę jaką tu wykonano. Pomiędzy dużymi miastami poprowadzone są nowiutkie autostrady lub dwupasmowe drogi. Lokalne zwykle również posiadają świeże asfalty i widzi się tutaj wiele rozpoczętych inwestycji, zupełnie nowych szos budowanych w miejscach gdzie dotąd wiódł szutrowy szlak. Najciekawsze są jednak trasy bez utwardzonej nawierzchni. To kochamy najbardziej, szukając przygody właśnie na takich drogach. I Kosowo daje nam takie możliwości, bo gdziekolwiek wiedzie taki trakt i wasze auto da nią radę przejechać – możecie to zrobić. Nigdzie nie spotkaliśmy tu zakazu wjazdu, wycofując się tylko wówczas gdy szlak był zbyt trudny, zniszczony, zasypany kamieniami czy po prostu zaśnieżony na poziomie powyżej 1500 m n.p.m.

 

 

Na drogach jest bezpiecznie. Mieszkańcy Kosowa jeżdżą czasami nawet przesadnie ostrożnie, dbając przede wszystkim o auta. Gdy na asfalcie jest dziura szybkość aut zwalnia drastycznie. Częste tu, zakamuflowane progi zwalniające (nie są oznaczone ani malowaniem ani znakami) pokonują bardzo delikatnie. Pomimo korków i braków w sygnalizacji w miastach ruch w gruncie rzeczy jest płynny.

 

KOSOWO – DZIEŃ I – PRISZTINA I PRIZREN

Wzrok skierowany na mapę zdradza co tu jest ważne a co jakby mniej. Gruba kreska autostrady tnie kraj przede wszystkim w kierunku Albanii i Macedonii. Trasa z Serbii ma niższy priorytet więc i asfalty tutejsze pamiętają lepsze czasy. Pierwszy przystanek – Prisztina.

PRISZTINA

Po stolicy spodziewać by się można takiego przepychu i starań o wygląd najważniejszego miasta w kraju jak chociażby w pobliskim Skopie. Nic bardziej mylnego. To co zobaczymy tutaj dokładnie odzwierciedla charakter całego Kosowa i można podsumować je jednym z słowem. CHAOS…  Wszystko tu biegnie w kierunku nowoczesności i zachodowi, po drodze zadeptując to stare, zabytkowe, oryginalne. W noworocznym czasie znajdziecie więc tu choinki i Mikołajów, lampki, gwiazdki, spory samochodowy ruch bezładnie przeciskający się ulicami pozbawionymi sygnalizacji i parkingów. Zabytkowe, stare domy rozpoznać można po tym że odpadają z nich tynki. Nowe budowane są bez spójnego planu i pomysłu co najbardziej widać po bryle parlamentu, która przypomina blok na Ursynowie a nie siedzibę najważniejszej instytucji w kraju…

Czy Prisztina ma cos do zaoferowania? Większość z osób tu przyjeżdżających fotografuje się pod dużym logo NEWBORN upamiętniającym ogłoszenie niepodległości w 2008r i… ucieka. A przecież to nie jest tak, że tu zupełnie nic ciekawego nie ma…   W Prisztinie znajdziecie:

  • Wielki Meczet lub Meczet Sułtana Mehmeda (Xhamia e Madhe lub Xhamia e Mbretit) – meczet zbudowany w 1461 roku na polecenie sułtana tureckiego Mehmeda II Zdobywcy. Po 1689 roku przez krótki okres rządów austriackich był kościołem katolickim
  • Meczet Çarshi (zwany także Xhamia e Sulltan Muratit i Xhamia e Gurit) z 1389 roku, wybudowany na polecenie sułtana Bajazyda I po bitwie pod Kosowem i rozbudowany w XV wieku przez Murada II. Jest to najstarsza świątynia islamska na terenie Kosowa.
  • Meczet Pirinaz z XVI wieku zbudowany przez Piri Nazira pełniącego funkcję wezyra u dwóch sułtanów.
  • Wielki Hammam – łaźnie z XV wieku
  • reprezentacyjny dom osmański typu konak należący do rodziny Hynyler
  • Fontanna Shadërvan w stylu osmańskim
  • Wieża zegarowa (Sahatkulla) z XIX wieku
  • Meczet Jashara Paszy (Xhamia e Jashar Pashës) z 1834 roku
  • Mauzoleum Sułtana Murata I (Bajraktari Türbe) z 1850 roku
  • Hotel Union z 1927 roku
  • Cerkiew św. Mikołaja z XIX wieku. Zniszczona w 2004 roku i odbudowana przez Unię Europejską. We wnętrzu cenne ikonostasy.
  • Plac Skanderbega (Sheshi Skënderbeu) – główny plac miasta przy którym znajduje się parlament, ministerstwa, teatr, Hotel Union i Swiss Diamond Hotel Prishtina.
  • Cmentarz żydowski z XIX wieku
  • Katedra Matki Teresy z Kalkuty z 2010 roku
  • Biblioteka Narodowa Kosowa z 1982 roku o bardzo ciekawej architekturze

 

 

My mamy czas zaledwie na kilkugodzinny, wieczorny spacer wiec zajrzymy tu i tam i ruszamy w drogę do miasta Prizren gdzie spędzimy kilka dni. Niespodzianka w drodze będzie niesamowita ilość dużych, wielostanowiskowych stacji na wylocie z miasta. Rozmieszczonych po kilka obok siebie, i znów, i znów…

PRIZREN

Nowa autostrada, potem zjazd i przebijanie się w kierunku zabytkowego centrum w którym mieszkamy. Tu ciąg dalszy chaosu. Powolny ruch, przeciskanie się w wąskich uliczkach bez chodników, poszukiwanie parkingu. Prizren to bardzo popularne i chętnie odwiedzane miasto. Po kilku dniach tu spędzonych, powiedzieć można że to nic dziwnego. Jest naprawdę ładne i wieczorami jest tu co robić bo znajdziecie tu i restauracje, i bary, i ciekawe zabytki do pooglądania. Dla nas po przyjeździe ta popularność oznacza brak możliwości zatrzymania się choćby na chwile co wykorzystują parkingowi naciągacze. Jest drogo. Miejsce dla auta na cały dzień to 10 euro… Za tyle da się tu zjeść obiad dla dwóch osób.

Co ciekawego można tu zobaczyć?

  • Cerkiew Chrystusa Zbawiciela z freskami (połowa XIV wieku)
  • Ruiny monasteru Świętych Archaniołów (1348)
  • Ruiny twierdzy powstałej w czasach imperium rzymskiego i rozbudowywanej przez Bizancjum a potem imperium osmańskie.
  • Cerkiew klasztorna Bogurodzicy Ljeviškiej początkami sięgająca Xw. I rozbudowana z fundacji króla Milutina (1307), wewnątrz zdobiona freskami stanowiącymi jeden z najcenniejszych przykładów malarstwa bizantyjskiego okresu Paleologów,
  • Ruiny soboru św. Jerzego z 1856;
  • Katedrę Matki Bożej Nieustającej Pomocy z XIX wieku.
  • Kamienny most z XVIw, odbudowany po powodzi z 1979r.
  • Dom Shena Hasana – przykład osmańskiej architektury miasta
  • Taqja Helveti – XVIIw. siedziba bractwa
  • Siedzibę Ligi Prizreńskiej z 1878, odbudowana po zniszczeniu w 1999r. przez armię jugosłowiańską.
  • Sahat Kula (wieża zegarowa) z siedziba muzeum etnograficznego
  • Gazi Mehmet Pasha Hammam, łaźnia z XVIw. działająca aż do początku XXw.
  • Meczet Emina Paszy, zbudowany w latach 30 XIXw.
  • Meczet Sinan Paszy – z 1615
  • Meczet Mehmet Paszy z 1574r.

 

 

Prizren to też zły czas roku 2004 gdy podczas pogromów Albańczycy zbezcześcili i spalili świątynie chrześcijańskie, w tym cerkiew Bogurodzicy Ljeviškiej, cerkiew Chrystusa Zbawiciela, sobór św. Jerzego oraz cerkiew pod tym samym wezwaniem w Rujnewaczu, cerkiew św. Mikołaja, cerkiew św. Niedzieli, klasztor i katolikon Świętych Archaniołów oraz miejscowe prawosławne seminarium duchowne. Tego typu działania prowadzone były na terenie całego Kosowa jednak to tutaj odnotowano 1/3 wszystkich ataków na chrześcijańskie świątynie.

To już minęło. Pieniądz z Unii Europejskiej popłynął tu szeroko i mieszkańcy wykorzystali go lepiej niż w stolicy. Wyremontowano stare kamienice i turystyczne centrum kwitnie. Jednak cerkiew Bogurodzicy Ljeviškiej, czy cerkiew Chrystusa Zbawiciela to nadal ruiny, otoczone drutem kolczastym i pilnowane przez strażników. Zawsze, podczas naszej podróży prawosławne cerkwie i monastyry w całym Kosowie będą oznaczały uzbrojony posterunek policji, nawet 20 lat po wojnie…

Będąc tutaj trzeba oczywiście zajrzeć na górującą nad miastem twierdzę. Zimą widok psuje trochę smog, bo każdy pali w piecu i miasto spowija sina mgła. Jednak droga nie jest daleka a zobaczyć z lotu ptaka morze czerwonych dachów z widokiem na ośnieżone, nieodległe szczyty – warto.  Wieczory w mieście to knajpki, restauracje, ogródki w których lokalna młodzież spędza czas na paleniu wodnych fajek, grzejąc się przy ogniu rozpalanym na przygotowanych, stalowych płytach. Zwiedzanie czegokolwiek w okresie noworocznym jest utrudnione. Wszystko oprócz twierdzy do której wstęp jest bezpłatny i otwarty cała dobę – jest pozamykane. Meczet Sinana Paszy udaje się zobaczyć tylko dzięki temu, że odbywała się tu noworoczna modlitwa. Zwykle jednak jest zamknięty. Tutaj też dowiaduje się, że nie tylko wewnątrz świątyni należy zdjąć buty, również na dywanie przed, co gestykulując przekazuje mi nie nerwowo kilku młodych ludzi …

 

 

KOSOWO – DZIEŃ II – PRZEŁĘCZ PREVALA

MONASTER ŚWIĘTYCH ARCHANIOŁÓW

Droga zaraz za miastem jest fenomenalna. Poranne słońce pięknie rysuje się na stromych ścianach kanionu rzeki Bistrica. Zaraz za miastem przy głównej drodze ruiny monasteru Świętych Archaniołów. Podjeżdżamy pod bramę. Z kontenera wychodzi lokalny policjant i tłumaczy że nie można sobie ot tak fotografować, trzeba zapytać w świątyni. Idziemy razem do bramy, nikt nie odpowiada, w otwartych wrotach kilka psów pokazuje że chce zarobić na swoja miskę…  Przez wrota widać że trwają tu prace renowacyjne po zniszczeniach z 2004r.

 

 

Monaster w tym miejscu ma długą historię. Powstał w latach 1343–1352 na miejscu wcześniej istniejącej świątyni, z fundacji cara Stefana Urosza IV Duszana. Nadał on również mnichom 93 wsie, kopalnię w Toplicy, ziemie uprawne i winnice, jak również polecił przekazywać jej zyski z handlu na rynku prizreńskim. Został on tu też pochowany. Monastyr był również świadkiem oficjalnego pojednania Patriarchatów Konstantynopolitańskiego i Serbskiego w 1375r, po wcześniejszym zerwaniu kontaktów z powodu ustanowienia w Serbii patriarchatu w miejsce arcybiskupstwa. W 1455 zajęty i zniszczony przez Turków. W II poł. XVI w. był już niezamieszkany i popadał w ruinę a w 1615 Sinan Pasza nakazał jego rozbiórkę, by wznieść z pozyskanego materiału meczet w Prizrenie. Odnowa życia monastycznego w tym miejscu nastąpiła dzięki  biskupowi Artemiuszowi, działającemu w latach 1991–2010. W obrębie średniowiecznych murów wzniesiono wówczas nowy budynek mieszkalny z kaplicą św. Mikołaja Serbskiego. Monaster stał się ważnym centrum życia religijnego kosowskich Serbów. W 1999 po porwaniu jednego mnichów (jego zwłoki, z odciętą głową, znaleziono rok później) pozostali wyjechali wracając po przybyciu na miejsce sił KFOR.

 

 

PRZEŁĘCZ PREVALA

Przełącz, położona na wysokości 1515m n.p.m. pomimo wysokich, dodatnich temperatur zasypana jest śniegiem. Pobliska górka to popularne miejsce saneczkowych zjazdów (sprzęt wypożyczamy na miejscu). Latem można pojechać jeszcze dalej i w pobliżu wsi Murat Lika zjechać w szutrową drogę docierając prawie na 2500m, na szczyt Ljubotena. Zimą śnieg zatrzymuje już powyżej 1300 m n.p.m.

Droga powrotna to odwiedziny w kościele sw. Mikołaja we wsi Sredska, którego jak wszędzie pilnuje policja i przejazd obok „Białego Domu” czyli restauracji Shtëpia e Bardhë zbudowanej w klasycystycznym stylu, z godłem USA i pasiastymi flagami powieszonymi obok albańskich – częsty widok w tym kraju. Powłóczymy się jeszcze po okolicy drogami szutrowymi jak i asfaltami przez wsie. Jednak im dalej od cywilizacji tym tutaj ładniej i przyjemniej. Miejscowości to zwykle nowe, nie otynkowane domy z czerwonej cegły i śmieci. Całe mnóstwo śmieci zrzucanych gdzie popadnie.

 

 

Sylwester i Nowy Rok w Prizrenie będzie specyficzny. Na głównym placu szykowany jest koncert jednak grali będą tylko do 23.00 potem jak w całym kraju trzeba wracać do domu bo w Kosowie obowiązuje godzina policyjna do 5 nad ranem.

 

 

KOSOWO – DZIEŃ III  – VELIKA HOCA, ZOCISTE

Pobudka zaplanowaną mieliśmy bardzo późno ale w nocy na początek odezwały się dzwony, potem wyły psy a na koniec muezini ze wszystkich pobliskich meczetów. Jak co dzień gdy mieszka się w zabytkowym centrum…

 

 

Dzień wstał bardzo ciepły i słoneczny. Powietrze wypełnia jeszcze dym z ogni sztucznych i mgły z parującej gwałtownie ziemi tworzące gęstą zasłonę. W planach jazda po terenowych szlakach, wśród winnic do wsi Velika Hoca i Zociste. Widoków jednak nie będzie, pojedziemy asfaltem. Cel to serbskie enklawy i cerkwie z XIVw. Po drodze jak wszędzie bardzo wiele nowych domów, meczety, tradycyjnej muzułmańskie cmentarze z nagrobkami z których spoglądają Albańczycy w białych, spiczastych czapkach (tzw. plis lub qeleshe).

 

 

VIELIKA HOCA

Do wsi docieramy gruntową drogą wśród winnic. Nie jest wielka. Trudno uwierzyć, że w średniowieczu była silnym ośrodkiem gospodarczym i duchowym z 24 kościołami i trzema klasztorami oraz produkcją wina przynajmniej od XIVw. Pod jedną z cerkwi mamy odrobinę szczęścia, akurat  na pogrzeb wychodził miejscowy duchowny i pozwala na chwilę zobaczyć świątynie. Miejscowość jest bardzo tradycyjna, z drewnianymi bramami, ścianami murowanymi z warstw cegieł i desek, często pustymi domami. Za wsią kapliczka z serbska flagą i nazwiskami tych którzy polegli w zamieszkach. Zajrzymy jeszcze do kościółka przy cmentarzu oraz małej świątyni ulokowanej na wzgórzu nad wsią. Po chwili pojawia się dwóch mężczyzn, tylko patrzą, pilnują?

 

 

Na jednym z domów wymalowana graffiti upamiętnia Lazara Kujundzicia, bojownika z serbskiej organizacji czetnickiej, która miała chronić serbską ludność Poreča przed atakiem oddziałów VMRO (Vatreshna Makedonska Revolyutsionna Organizatsiya) i muzułmańskich gangów grabieżczych w początkach XIXw..

ZOCISTE

Próba podjechania szutrami do wioski nie powiodła się. Droga widoczna na mapach OSM urywa się nagle w polach. Docieramy do głównej bramy asfaltową szosą by znów natrafić na posterunek policji. Życzliwy funkcjonariusz informuje, że turyści wchodzą dopiero od 14.00. Czekamy, czeka też serbska rodzina, która jest tu na noworocznej wizycie u rodziny. Nie otworzyli… Szkoda. Monaster Świętych Kosmy i Damiana w Zociste to kolejny klasztor z historią sięgającą czasów króla Stefana Urosza III Deczańskiego, który to wg przekazów pisanych nadał część posiadłości w sąsiedztwie klasztoru wspólnocie monasteru Chilandar. Najstarszy, zachowany tu fresk datowany jest na XIVw. Szczególnym kultem otaczane były przechowywane w monasterze relikwie świętych Kosmy i Damiana. Z ich powodu klasztor były celem pielgrzymek nie tylko prawosławnych Serbów ale także Albańczyków i Romów. W czasie wojny monaster był kilkakrotnie atakowany przez Armię Wyzwolenia Kosowa. Po bombardowaniu Jugosławii przez siły NATO w 1999, które zaskutkowało wycofaniem się wszystkich serbskich jednostek wojskowych z Kosowa, Albańczycy zniszczyli ostatnie serbskie domy w okolicy, zaś w czerwcu 1999 zmusili czterech zamieszkujących w klasztorze mnichów do wyjazdu. Zabudowania klasztoru zostały ostatecznie zniszczone we wrześniu tego samego roku. Mnisi w to miejsce wrócili dopiero w październiku 2004r dzięki żołnierzom włoskich oddziałów KFOR, którzy częściowo wysprzątali ruiny. Ochronę nad monastyrem objęły wówczas austriackie jednostki międzynarodowych sił pokojowych. Na powrót zakonników zgodziła się również miejscowa społeczność albańska.

 

 

KOSOWO – DZIEŃ IV – PRIZREN, JASKINIE KUSARIT I QIRAVE, DJAKOWICA, MONASTYR VISOKI DECAN, KANION RZEKI DECAŃSKA BISTRICA, PEĆ

Czas pożegnać Prizren, Fatimę z zajazdu Hani i Vjeter, która codziennie robiła nam śniadania, spryciarzy z pobliskiego parkingu, pomagających ulokować Hiluxa w zabytkowym centrum. Kierujemy auto bocznymi drogami i jest to dobry wybór. Piękne widoki, mniej domów i śmieci.

JASKINIE KUSARIT I QIRAVE

Znajdujemy je całkiem przypadkiem, z drogi wypatrując brązowe drogowskazy atrakcji turystycznej. Do zwiedzania udostępniono je niedawno, asfaltowe alejki dopiero są układane, brak kas, oświetlenia w podziemnych zakamarkach. Autem obecnie wszyscy podjeżdżają do samych wejść ale jest też parking przy głównej drodze. Jaskinia Qirave po otwarciu kraty strzeżonej tylko mała zasuwką okazuje się mała i płytka. Kusarit jest już o wiele ciekawsza, w wejściem przez skalne oko, z kilkoma tunelami oglądanymi przy latarkach z komórki.

 

 

DJAKOWICA

Patrząc na miasto z punktu widokowego na górze Cabrat zobaczymy czerwone dachy zabytkowego, starego miasta oraz otaczającego go wysokie bloki nowego. Przy zabytkowym centrum parking nie jest kosztowny, można zostawić samochód za 1-2 euro i już pieszo zwiedzać najstarszą jego część. W tym czwartym co do wielkości  mieście Kosowa niegdyś zamieszkiwały różne nacje jednak większość stanowili Albańczycy (89%). Wojna z lat 1998-99 przyniosła zniszczenia i prześladowania. Ludność pochodzenia albańskiego zmuszono do ucieczki, wiele osób zginęło. Pamiątką po tych zdarzeniach jest cmentarz przy drodze z góry Cabrat z wieka tablicą i portretami zabitych mieszkańców, wypominającą Serbom ich ofiary.

Po ustaniu walk Albańczycy wrócili, natomiast w obawie przed zemstą swoje domy musiała opuścić cała ludność niealbańska. Większość zabytkowej architektury miasta uległa zniszczeniu jednak po ponad 20 latach nie ma już śladów tych wydarzeń. Stara część miasta została odrestaurowana. XVI-wieczny meczet, któremu pocisk artyleryjski odstrzelił połowę minaretu z przepięknymi malowidłami w kopule odbudowano. Uporządkowano też cmentarz, gdzie spoczywają możni osmańskiej Djakowicy.

Odbudowano także doszczętnie spalony przez Albańczyków w 2004 roku Klasztor Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w centrum. Kiedyś ta XIXw. świątynia była kościołem parafialnym lokalnej, serbskiej mniejszości. Obecnie mieszkają tu ostatnie cztery, starsze Serbki.

Będąc w Diakowicy oczywiście najlepiej skierować się wprost na Wielki Targ w klimatyczne zaułki ulicy Ismail Qemali, stanowiące największy tego typu kompleks postosmański w Europie. Kiedyś drewniane kramiki były rzadko uczęszczane przez turystów, dziś wypełnia je kolorowy tłum skupiony w klimatycznych barach. Jednak i tu znaleźć można pozostałości dawnego charakteru tej dzielnicy. W warsztacie lokalnego rzeźbiarza rozmowa klei się na migi, zdjęcia i pojedyncze słowa jakie rozumiemy. Właściciel warsztatu, starszy pan pokazuje fotografie na których widać nagrody i wyróżnienia podczas festiwalów etnograficznych w których brał udział. Pokazuje zdjęcia syna, który pracuje w Prisztinie, skrawki swojego życia…

 

 

Co jeszcze warto zobaczyć w mieście:

  • Pomnik Ligi Prizreńskiej
  • Teke Sheh Rafi, budynek bractwa z XVIIw.
  • Wieża zegarowa z 1597r.
  • Wielki klasztor bractwa Sa’adi
  • Meczet Haduma z 1595r.
  • Teqja Bektashive – budynek współczesny wzniesiony na miejscu spalonego w ostatniej wojnie
  • Wielka Medresa z połowy XVIIIw.
  • Muzeum Etnograficzne
  • Odremontowane, osmańskie zajazdy (hany) z XVII i XVIII w

Dajakovica, nazywana też Gjakove jest całkiem sporym, ponad 100 tys. miastem. Za rzeką piętrzą się tu nowe, wysokie bloki. W odróżnieniu jednak od wcześniej widzianych miejsc w Kosowie całość jednak sprawia bardzo dobre wrażenie porządku i przemyślanego planu.

MONASTYR VISOKI DEČANI

Trafimy tu jadąc lokalną drogą, omijając centrum miasta Decan. Jest to główny monaster Serbskiej Cerkwi Prawosławnej w Kosowie. Jadąc przez góry, szutrową drogą nazwaną na cześć albańskich partyzantów ulicą UCK, trafiamy najpierw na betonowe pozostałości nieukończonego, ogromnego hotelu. Potem parking i strażnica KFOR. Chorwacki żołnierz pobiera od nas dokumenty i wydaje przepustki. Tyle lat po wonie a miejsce to nadal wymaga wojskowej ochrony…

 

 

Klasztor w 1327r. założył król Stefan Dečanski, który po śmierci został tu pochowany co przyczyniło się do zaistnienia tego miejsca jako ważnego miejsca kultu. Centralne miejsce kompleksu zajmuje katedra poświęcona Chrystusowi Pantokratorowi. Ta zbudowana z różowo-purpurowego, jasnożółtego i onyksowego marmuru świątynia jest największą tego typu średniowieczną budowlą na Bałkanach. Od innych, ówczesnych serbskich kościołów poza rozmiarami wyróżniają ją widoczne cechy architektury romańskiej. Wewnątrz znajdziecie zbiór fresków składający się z ponad tysiąca portretów dotyczących niemal wszystkich głównym tematów z Nowego Testamentu. Katedra zawiera też oryginalne XIV-wieczne drewniane ikonostasy, tron igumena oraz rzeźbiony sarkofag króla Stefana. Jak podaje przewodnik w 2004 UNESCO umieściło monaster na liście światowego dziedzictwa, uznając miejscowe freski za „jeden z najlepszych przykładów tak zwanego renesansu paleologowskiego w sztuce bizantyjskiej” oraz „warte zauważenia zarysy czternastowiecznej rzeczywistości”.

Wyjazd główną drogą to dodatkowa atrakcja która ominęliśmy jadąc bokiem. Na asfalcie mijamy wielkie, drewniane donice, stanowiące szykany spowalniające i wojskowy posterunek. Tutaj nie trzeba się już legitymować ale wrażenie zagrożenia i niepewności pozostaje…

DOLINA RZEKI DECANSKA BISTRICA

Kolejny etap to asfaltowy szlak wijący się serpentynami wzdłuż rzeki. Jest odśnieżony na odcinku 15 km od monastyru i tyle przejechaliśmy. Można dalej ale słońce już dawno położyło ostatnie promienie na szczytach pobliskich szczytów. Nocą w górach nie znajdziemy ładnych widoków. Ta sama trasa w druga stronę to okazja do zatrzymania się w miejscowym zajeździe. Jedzenie jak zwykle dobre i niedrogie.

Już po zmroku osiągamy docelowe na dziś miasto Pec. Na pierwszy rzut oka przyjazne, z niezbyt dużym ruchem oraz normalnymi, nie zastawionymi przez auta chodnikami…

 

 

KOSOWO – DZIEŃ V – PEC, KANION RUGOVE

KANION RUGOVE

Wspomniany w tytule kanion to jedno z najbardziej efektownych miejsc Kosowa. Najbardziej widowiskowy jest na początku, strome ściany, wykute tunele i nawisy skalne, serpentyny. Przy jednym z wodospadów machają nam polscy policjanci z sił KFOR. Zatrzymujemy się i witamy serdecznie z chłopakami, którzy pełnia tutaj potrzebna i jednak niebezpieczna służbę. Obecnie jest już spokojnie ale parę lat temu, chociażby po jednostronnym ogłoszeniu przez Kosowo niepodległości, gdy Serbowie zajęli budynek UNMIK w Mitrovicy (Misji Tymczasowej Administracji Organizacji Narodów Zjednoczonych w Kosowie) podczas odbijania go przez siły ONZ rannych zostało 28 naszych funkcjonariuszy…

 

 

Serpentynami docieramy aż do wsi Boge. Tu na wysokości 1500m n.p.m. kończy się odśnieżona droga i zaczynają atrakcje dla narciarzy. Kto chce może podjechać wyciągiem i poszusować na śniegu. Planuję odbić od głównej trasy i szutrowymi drogami dojechać do wodospadu na Białym Drinie około 5 km na północ od miasta Pec. Niestety przygoda zawsze kończy się tak samo, całkiem wygodny i dobrze utrzymany trakt dociera do miejsca gdzie zalega grubo śnieg albo trasa jest zasypana głazami.

MONASTYR PEĆKA PATRIJARŠIJA

Pod miastem Pec warto zajrzeć do monastyru będącego siedziba Patriarchatu Serbskiej Cerkwi Prawosławnej. Składa się on z czterech świątyń z dużym babińcem. Najstarsza powstała z fundacji arcybiskupa Arsenija I w pierwszej połowie XIII wieku. Fundatorami kolejnych byli  Arcybiskup Nikodem I (Cerkiew św. Demetriusza z około 1320 r.) oraz arcybiskup Danilo II (kościół Najświętszej Marii Panny i mały kościół św. Mikołaja z około 1330 roku). Przy wejściu do nich zbudowano dużą kruchtę, przed którą z kolei postawiono wieżę. W zespole tych kościołów znajdują się liczne freski oraz ikony i malowidła sakralne. Najstarsze z nich pochodzą z XIII wieku. W kościele św. Demetriusza znajdują się też liczne sarkofagi biskupów i arcybiskupów, ozdobione rzeźbami, które nadają im wyjątkowego charakteru. Tak jak wszędzie kompleksu strzeże policja która zajęła umocnione posterunki KFOR.

 

 

MIASTO PEC

Nie wygląda zbyt imponująco. Wojna z roku 1998-99 i późniejsze zamieszki z 2004r sprawiły, że ponad 80 procent ze wszystkich 5280 domów zostało poważnie uszkodzonych lub zniszczonych. Niestety odbudowa została przeprowadzona chaotycznie i bez klimatu i charakteru. Szkoda bo miejsce to miało długą i ciekawa historię. Średniowieczny Pec został zbudowany prawdopodobnie na ruinach Siparantum, rzymskiego municypium co sugerują licznie odkryte stele z tego okresu. Dla Serbów zdobył je w końcu XIIw książę Stefan Nemanj. Pod panowaniem króla Stefana Dušana stał się głównym ośrodkiem religijnym średniowiecznej Serbii i zachowało ten status aż do 1766 r. Pod władzą imperium osmańskiego znalazł się w 1455 r. W latach 1689 i 1739 w obawie przed represjami tureckimi znaczna liczba jego mieszkańców uciekła do Wojwodiny a w 1835 r. ludność albańska przejęła miasto od Turków. Obecnie zdecydowana większość mieszkańców to Albańczycy. Większość tutejszych Serbów mieszka w pobliskich wsiach Goraždevac , Belo Polje i Ljevoša.

 

 

To czwarte co do wielkości miasto Kosowa niestety ma niewiele do zaoferowania. W samym centrum znajdziecie bardzo wiele barów fast food ale ani jednej lokalnej restauracji. Żeby zobaczyć odrobinę starego charakteru miasta najlepiej pójść przez bazar w kierunku na meczet Barjrakli. Uporządkowane stoiska ulokowano tu w zabytkowych, odnowionych budynkach. Co jeszcze zobaczycie w mieście?

  • Meczet Bajrakli, zbudowany w 1471r. przez sułtana Mehmeda II Zdobywcę.
  • Czerwony Meczet, ufundowany w latach 60-tych XVIIIw.
  • Meczet Kurshumli (ołowiany), z XVIw.
  • Hamman Hadzi Beja, ufundowany przez lokalnego, albańskiego urzędnika, w 2 poł. XVw. który jako jeden z pierwszych przeszedł na islam.
  • Konak Tahir Beja, pałac z XVIIIw. będący przykładem tureckiego budownictwa, obecnie Muzeum Etnograficzne
  • Wieża Jashira Paszy z 1803r – miejsce pierwszego posiedzenia Ligi Albańskiej z roku 1899.
  • Wieża Hadzi Zeki,
  • Wieża Gockaj
  • Młyn i spichlerz Hadzi Zeki z XIXw.
  • Kościół św. Katarzyny, z 1929r.

 

KOSOWO – DZIEŃ VI – WODOSPADY MIRUSHA, JASKINIA GADIME

To już ostatni dzień naszego pobytu w Kosowie. Już zwykłymi drogami, bez kombinowania wytyczam trasę wprost na Wodospady Mirusha. Zanim tam dotrzemy popatrzymy jeszcze w drodze na wielki browar PEJE (od nazwy miasta) i… poszukamy myjni. Całe Kosovo to niezliczona ilości punktów AUTOLARI, nie brakuje ich również w Pec, jednak nie cierpią na brak klientów a my na nadmiar czasu… Auto po offroadowych przeprawach poprzedniego dnia jest tak brudne, ze nie da się do niego wsiąść bez pobierania próbek gleby na ubraniu. Pod miastem znajdujemy taka gdzie czekać nie trzeba długo i uganiamy kwotę: 8 euro za całość z wyczyszczeniem środka. Właściciel myjni, Izmet wraz z synem który przyjechał na nowy rok w odwiedziny z Niemiec zapraszają nas na kawę na pobliskiej stacji benzynowej. Rozmawiamy o ludziach, kraju, emigracji.

 

 

WODOSPADY MIRUSHA

Tą przyrodniczą perełkę odnajdziemy w pobliżu miejscowości Klina (Klinë). Dojazd początkowo asfaltowy, za wsią Llapçevë zamienia się w szeroki, szutrowy trakt, który prowadzi do dużego parkingu i restauracji ulokowanej u zakończenia kanionu. Tu znajdziemy dwa najbardziej popularne wodospady na oglądaniu których poprzestajemy. Ale dla wytrwałych przygotowano szlak wzdłuż 10-kilometrowego kanionu, pozwalający dotrzeć do pozostałych jezior (wszystkich jest 13) z wodospadami między nimi.  Najwyższy, zlokalizowany między szóstym a siódmym jeziorem ma 22 metry wysokości.

 

 

JASKINIA GADIME

Jaskinie zwana też Marmurową znajdziemy około 20 km na południe od Prisztiny w wiosce Gadime e Poshtme. Odkryta przypadkowo, w 1969 roku obecnie zaprasza na ciekawa trasę liczącą około 800 m  z półtora kilometra zbadanej długości. Wyrzeźbiona marmur powstał z transformacji wapienia, kolor ścianom nadają różne odcienie aragonitu – począwszy od przezroczystego kryształu poprzez biały, aż do czerwonego.

 

 

Wstęp to koszt 2 euro/os . Pomimo, że cena obejmuje przewodnika zwiedzaliśmy ja sami (w noworocznym czasie może było za mało osób do jej obsługi?). Nie jest to trudne, jest dobrze oświetlona a dno wyrównane betonem.

SERBIA

Serbowie nie uznają suwerenności Kosowa, starając się utrudnić podróżnym przekraczanie granicy. Przed wyjazdem słyszeliśmy historie w których opowiadano, że nie wpuszczali do kraju osób z kosowskimi pieczątkami w paszportach motywując to faktem posiadania stempli z nieistniejącego państwa. Na to byliśmy przygotowani i na granicy okazywaliśmy tylko dowody osobiste, choć jak się okazało Kosowscy pogranicznicy pożałowali nam w paszportach swoich pieczątek. Odprawa, dzięki małej liczbie podróżnych odbyła się szybko, jednak parę minut zeszło się na cały ten cyrk z przeszukaniem, sprawdzaniem, rozkręcaniem.

 

 

Dalsza droga to kolejne niespodzianki. Ograniczenie prędkości w obszarach zabudowanych w Serbii to tak jak u nas 50 km/h. Jadąc za innym autem nie zwolniłem i… kontrola radarowa wykazała iż przekroczyłem prędkość o 20 km/h. Sympatyczny policjant pokazał mi nawet nagranie z ustawionego na statywie wideo rejestratora… Dlaczego nie nagrali auta przede mną? To było auto miejscowego, którego znali i zatrzymał się obok domu niedaleko od nich. Koszt 20 euro wymienione na dinary w pobliskiej stacji benzynowej i na pamiątkę wielki arkusz mandatu który Policjanci wypełniali równym i ładnym pismem chyba z pół godziny.

PALIĆ

Pobliską Suboticę znamy już z naszego wypadu do Serbii z przed kilku lat.  Zatrzymamy się więc na obrzeżach, blisko wylotu na granicę Węgiersko-Serbską, nad jeziorem Palić w miejscowości o tej samej nazwie. Jest to ciekawy wybór, brzeg zbiornika to liczne, obecnie podnoszące się z ruin hoteliki i pensjonaty o architekturze pamiętającej stare Austro-Węgry. Tutejsze jezioro jest największe naturalnym zbiornikiem w Serbii. Według legendy powstało z łez pasterza Pavla, który stracił swoje stado i dlatego woda w nim jest słona. Ładny park z zoo, zadbane nabrzeże, warto tu się zatrzymać. Tu kończą się przyjemności podróży a zaczyna mozolne pokonywanie setek kilometrów w kierunku do domu.

 

 

 

 

TRASA DO POBRANIA

 

CZYTAJ TEŻ